Archive for » 2008 «

Ustawa – tak, kompromis – nie

in-vitro-fertilization-4

To oczywiste, że Kościół katolicki w Polsce powinien zaaprobować maksymalnie konserwatywną wersję ustawy o in vitro, mimo że nie będzie w niej zakazu wykonywania tego typu zabiegów. A właściwie nie tyle powinien zaaprobować, ile siedzieć cicho, nie przeszkadzać, nie protestować i jedynie środkami duszpasterskimi zabiegać, aby treść przygotowywanej ustawy była jak najmniej szkodliwa.

W ten sposób Kościół katolicki w Polsce wybierze mniejsze zło. Mniejsze od sytuacji obecnej, gdy nie ma w naszym kraju żadnych uregulowań prawnych tak ważnej kwestii, jak sztuczne zapłodnienie. Każde prawo, choć trochę zmniejszające całkowitą dowolność i bezhołowie, jakie w tej materii panują w Polsce, będzie czymś dobrym. Milcząca akceptacja przygotowywanych pod egidą Jarosława Gowina rozwiązań będzie więc dopuszczeniem zła, ale po to, aby zaistniało również dobro. Chociaż trudno to podciągnąć pod zasadę podwójnego skutku.

Istnieje jednak poważne niebezpieczeństwo, że cicha zgoda Kościoła na ustawę o in vitro zostanie uznana w opinii społecznej, w tym również przez wielu katolików, za zgodę na zawarty w niej kompromis. Dzisiaj od niejednego polskiego katolika można usłyszeć, że akceptując obowiązującą od ponad 15 lat w Polsce ustawę z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, przez jednych nazywaną antyaborcyjną, a przy innych aborcyjną, Kościół zgodził się na kompromis w sprawie aborcji. To kompletna bzdura, ale funkcjonująca (przy aktywnym wsparciu polityków i mediów) w całkiem sporej liczbie umysłów. Kościół w kwestii ochrony życia ludzkiego od poczęcia nie może iść na żadne kompromisy. I nawet jeżeli ten czy ów wielki teolog i filozof katolicki w przeszłości snuł refleksję nad możliwościami ustalenia, od kiedy człowiek jest człowiekiem, to faktyczne stanowisko Kościoła w tej kwestii można znaleźć nawet w nazwie jednego ze starych obchodów maryjnych – Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (stosunkowo późne ogłoszenie tego dogmatu nie wynika z braku wiary w tę prawdę, lecz z tego, że przez całe wieki nikt jej nie podważał, więc nie trzeba było dogmatycznych oświadczeń formułować).

Kościół katolicki ani w Polsce ani nigdzie indziej nie może “iść na kompromis” w sprawie sztucznego zapłodnienia. Dlatego myślę, że o ile w trakcie prac nad polską ustawą o in vitro Kościół oficjalnie powinien zachowywać milczenie, o tyle w chwili przyjęcia tej regulacji prawnej przez parlament i podpisania jej przez Prezydenta, powinien głośno, stanowczo i jednoznacznie, ale spokojnie i bez emocji przypomnieć, jakie jest w tej sprawie nauczanie Kościoła i oświadczyć, że uważa ustawę za mniejsze zło, tak, jak mniejszym złem jest ustawa dopuszczająca przerywanie ciąży. Złem jest każda zgoda na zabicie dziecka. Wymiar pozytywny ma fakt ograniczenia liczby takich zgód. Ten sam mechanizm dotyczy kwestii in vitro.

Ideałem byłby, gdyby Kościół nie musiał wprost podejmować oceny prawa i jakichkolwiek działań nad jego kształtem poza formowaniem sumień twórców prawa. Byłoby najlepiej, gdyby wszyscy parlamentarzyści słuchali swych prawidłowo funkcjonujących sumień i przyjmowali ustawy wyłącznie zgodne z przykazaniem miłości i Dekalogiem. Niestety, ten najlepszy ze światów, w jakim przyszło nam żyć, wciąż jest dopiero w drodze do doskonałości (że nie wspomnę o ludzkiej grzeszności). Dlatego potrzebny jest czasami głos Kościoła na temat prawa stanowionego przez ludzi. Ważne jednak bardzo kiedy Kościół ten głos zabiera i jakim mówi tonem. Zwłaszcza w takich kwestiach, jak aborcja, in vitro czy eutanazja.

Popularity: 37% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Dwie Maryje i odtwarzacz DVD

Zderzyły się dwie informacje bożonarodzeniowo-adwentowe. Aktywiści gejowscy z Holandii zapowiedzieli zorganizowanie w najbliższym czasie “Różowych Świąt Bożego Narodzenia” – imprezy promującej homoseksualizm i jawnie szydzącej z symboli chrześcijańskich. Trudno się dziwić, że chrześcijanie (nadspodziewanie zgodnie) protestują. Zwłaszcza, że “różowa” impreza zaplanowana jest na całą dekadę.

Czytam i w głowę zachodzę, co ich napadło, tych organizatorów? Czy oni naprawdę myślą, że wyniknie dla nich jakiś pożytek z tego, że wsadzą do bożonarodzeniowej szopki dwóch Jozefów albo dwie Maryje? Wątpię. Więc po co robią przykrość milionom ludzi? Bo to jest przykrość. To jest – w moim odczuciu – robienie innym na złość dla samego robienia na złość.

A druga informacja? Jeden portal wykrył, że w parafii na Ursynowie w ramach rorat można odtwarzacz DVD wygrać. I zaraz jest problem, czy proboszcz nie demoralizuje dzieci, czy nie robi im wody z mózgu, ucząc, że za chodzenie do kościoła należy się jakiś cenny bonus. I czy to może nie jest uleganie przez Kościół konsumpcjonizmowi, który zwłaszcza w okresie adwentowym święci szczególne sukcesy?22175l

Nie brak oburzonych takim czy inny, rzeczywistym czy wyimaginowanym naruszaniem tradycji Bożego Narodzenia. A mnie naszła myśl, czy drwiny w Holandii i odtwarzacz DVD na roratach w Warszawie (sam, gdy prowadziłem przed laty roraty, organizowałem konkursy z nagrodami dla dzieci) nie są sygnałem, że trzeba się temu naszemu chrześcijańskiemu świętowaniu tajemnicy Wcielenia Bożego Syna uważnie przyjrzeć. Myślę, że nie bez powodu przez kilka pierwszych wieków uczniowie Chrystusa nie obchodzili Bożego Narodzenia, tylko Epifanię. Bez tej całej tkliwej scenografii, która dzisiaj coraz bardziej zastępuje treść. Bez choinek, santa klausa i siana pod obrusem

Nie mam pretensji do św. Franciszka, że zbudował pierwszą szopkę. Ale mam pewne wątpliwości, czy obrona choinki jako symbolu chrześcijańskiego nie wpycha nas – chrześcijan – w opary absurdu.

Koncern napojowy skutecznie wypaczył ideę i postać św. Mikołaja. Ale czy jeśli w imię poprawności politycznej za rok w Oxfordzie lub gdzie indziej zakażą w marketach czerwonych krasnali, bo zbyt się kojarzą z chrześcijaństwem, chrześcijańskie organizacje będą organizować protesty w ich obronie?

W Amsterdamie 21 grudnia stanie idiotyczna imitacja i parodia starej dobrej franciszkańskiej szopki. Bez sensu. Chociaż… Może – paradoksalnie – chrześcijanie na jej widok nie tylko się obruszą i obrażą, ale zaczną się zastanawiać, o co właściwie chodzi z tym Bożym Narodzeniem?

Tak, jak ja natychmiast przypomniałem sobie wielkie i realne osiągnięcia średniowieczne, gdy przeczytałem oświadczenie pewnego polskiego gejowskiego aktywisty, który stwierdził, że w średniowieczu “osoby homoseksualne były potępiane lub palone na stosach”. Będę wdzięczny za jakiś konkretny przykład spalenia na stosie homoseksualisty w czasach średniowiecza. Koniecznie z datą, imieniem i nazwiskiem spalonego. I podaniem, kto taki wyrok wydał i podpisał.

Popularity: 12% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS