Nieufny i miłosierdzie

19/04/2009
By ks. Artur Stopka

II Niedziela Wielkanocna, Święto Miłosierdzia Bożego (Dz 4,32-35; 1J 5,1-6; J 20,19-31)

- Zdradziłem żonę – rzucił jakby mimochodem pod koniec wyznania grzechów spowiadający się mężczyzna. Ksiądz w konfesjonale długo milczał. Wreszcie zapytał:
- Nie kochasz jej?
- Nie wiem – odparł niewierny mąż.
- Powiedziałeś jej o tym? – dociekał dalej duchowny.
- Zwariował ksiądz? – zdenerwował się mężczyzna po drugiej stronie kratki.
- Co będzie, gdy jednak się dowie? Ludzie mają długie języki – nie ustępował spowiednik.
Tym razem długa cisza zapadła po zewnętrznej stronie konfesjonału.
- Wtedy będę potrzebował jej miłosierdzia – wydusił wreszcie mężczyzna.

Cóż to jest owo miłosierdzie, do którego odwołał się niewierny małżonek? Często używamy tego słowa, ale czy je rozumiemy? Czy wiemy, o czym mówimy?

Najkrótsza definicja, jaką można znaleźć w słowniku brzmi „Dobroć i współczucie okazywane komuś”. „Miłosierdzie to aktywna forma współczucia, wyrażająca się w konkretnym działaniu, polegającym na bezinteresownej pomocy. Samo współczucie nie przekładające się na działanie miłosierdziem jeszcze nie jest. Termin ten wywodzi się z Biblii” – podaje Wikipedia. „Miłosierdzie jest jednym z najważniejszych przymiotów Boga, tak jak jest on opisywany w Biblii”.

Jan Paweł II w drugiej swojej encyklice przypomniał, że Bóg jest „Bogaty w miłosierdzie”. Ale nie on wymyślił to określenie. Napisał je dwa tysiące lat temu św. Paweł w Liście do Efezjan. Ks. Michał Kaszowski na swej stronie internetowej wyjaśnia: „Bóg nie jest samą sprawiedliwością. Jest On przede wszystkim Miłosierdziem”. Nie wszyscy to rozumieją i chętnie przyjmują. Niedawno pewien starszy wiekiem internauta, który sporą część swego pobytu na ziemi spędził zanim Papież-Polak napisał swoją drugą encyklikę, skarżył się głośno i szczerze: „Dawniej Bóg był sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za złe karze. Teraz wciąż słyszę, że Bóg jest miłosierny i że na tym mamy budować nasz katolicyzm. A co się stało z Bożą sprawiedliwością?”.

Ktoś mu odpisał: „Gdyby nie Boże Miłosierdzie, nie wymądrzałbyś się przy swojej klawiaturze. Wcale by cię nie było. Ani mnie. Pamiętasz, co się zdarzyło w raju? Już wtedy Bóg okazał swoje wielkie Miłosierdzie. Miłosierdzie Boże ujawniło się w tym, że postanowił uratować człowieka, który przez swoje nieposłuszeństwo, przez grzech, zasłużył na wieczną karę potępienia”. „To wypływające z Bożego miłosierdzia dzieło ratowania człowieka dokonało się i nadal realizuje się przez Jezusa Chrystusa i zesłanego nam Ducha Świętego” – pisze ks. Kaszowski.

Czytam „Dzienniczek” św. siostry Faustyny Kowalskiej. A tam kilka razy prośba Jezusa o ustanowienie Święta Miłosierdzia. Nie kiedykolwiek. Jest wyraźnie wskazany dzień w roku liturgicznym. Ma to być pierwsza niedziela po Wielkanocy. „A kapłani mają w dniu tym mówić duszom o tym wielkim i niezgłębionym miłosierdziu moim” – czytam w „Dzienniczku”. Siostra Faustyna zmarła w roku 1938. Święto Miłosierdzia ustanowił w całym Kościele katolickim Jan Paweł II w roku 2000. Ponad sześćdziesiąt lat trwało dojrzewanie Kościoła do ogłoszenia tego święta. A chyba nie byłoby nadużyciem powiedzenie, że to dojrzewanie trwało dwa tysiące lat.

Dlaczego właśnie ten dzień, dokładnie tydzień po największym święcie chrześcijańskim, wybrał Jezus na Święto Bożego Miłosierdzia? Tę niedzielę, którą w tradycji Kościoła nazywa się Białą, bo aż do niej chodzili w białych szatach ci, którzy przyjęli chrzest w czasie Wigilii Paschalnej. Tę niedzielę, którą tradycja Kościoła nazywa też „przewodnią”, bo kończy ona Oktawę Wielkanocną i wprowadza w okres wielkanocny.

Kolekta tej niedzieli brzmi następująco: „Boże zawsze miłosierny, Ty przez doroczną uroczystość wielkanocną umacniasz wiarę Twojego ludu, pomnóż łaskę, której udzieliłeś, abyśmy wszyscy głębiej pojęli, jak wielki jest chrzest, przez który zostaliśmy ochrzczeni, jak potężny jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni, i jak cenna jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni”. Chrzest. Czy często myślimy o chrzcie, jako przejawie Bożego Miłosierdzia? A przecież w sakramencie chrztu człowiek doznaje przebaczenia grzechów! Łącznie z grzechem pierworodnym. Dorośli, którzy przyjmują chrzest w Kościele katolickim, mogą od razu przystąpić do pierwszej Komunii świętej.

Liturgia Kościoła katolickiego daje nam w II niedzielę wielkanocną opis życia pierwszych chrześcijan. „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” – czytamy we fragmencie z Dziejów Apostolskich. Piękny obraz. Obraz, który przypomina raj. Nikomu niczego nie brakowało, wszyscy się kochali, „wszyscy mieli wielką łaskę”.

Potem z pierwszego Listu św. Jana Apostoła właściwie wprowadzenie w główny temat tego, co za chwilę przyniesie fragment Ewangelii według św. Jana. A tu intrygująca opowieść o wielkiej wagi sprawach. Sprawach, dotykających nie tylko ich, wtedy, ale sięgających swymi konsekwencjami także w przyszłość. Także tę przyszłość, która jest naszą teraźniejszością.

Opisane wydarzenia obejmują osiem dni po Zmartwychwstaniu Jezusa. Najpierw coś zadziwiającego. Jezus Zmartwychwstały ukazał się uczniom i „tchnął na nich”. Znamy owo słowo „tchnął”. Skąd? Z Księgi Rodzaju. „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. Tchnienie Boga daje życie.

Z tchnieniem Jezusa łączą się słowa: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. To ustanowienie sakramentu pokuty i pojednania. Sakramentu przebaczenia. Sakramentu Miłosierdzia Bożego. Ten sakrament, za każdym razem, gdy do niego szczerze przystępujemy, gdy poznajemy nasze winy, gdy za nie szczerze żałujemy, gdy szczerze postanawiamy poprawę, gdy je bez prób jakiegoś tłumaczenia się i usprawiedliwiania wyznajemy i postanawiamy za nie zadośćuczynić, daje nam nowe tchnienie życia. „Nigdy nie zapominajmy, że sakrament pojednania wychodzi z „przebitego boku” Jezusa na krzyżu, którego Tomasz chciał dotknąć, z rany, jaka zadajemy jego sercu” – przypominał ks. Noel Quesson, znany francuski kaznodzieja.

I wydawałoby się, że tyle wystarczy. Że już nie trzeba czytać dalej. Że wystarczy sam opis ustanowienia sakramentu Miłosierdzia Bożego. A jednak Kościół co roku przypomina wydarzenia, które działy się osiem dni później. Co roku przypomina niewiernego Tomasza, który nie chciał uwierzyć w opowieści o Zmartwychwstaniu Jezusa i domagał się dowodów. Co roku też, tydzień po świętach wielkanocnych słyszymy te słowa, których jesteśmy adresatami i których powinniśmy być bohaterami: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

Dlaczego Tomasz zwany Didymos nie wierzył Apostołom i uczniom, mówiącym mu z entuzjazmem w oczach „Widzieliśmy Pana!”? Bo im nie ufał. Nie da się oddzielić wiary od zaufania. Wiara jest ufnością.

Zaczepił mnie kiedyś pewien człowiek: „Podczas spowiedzi nie widzę, jak Bóg okazuje mi miłosierdzie i przebacza mi moje grzechy. Widzę tylko księdza, który robi nade mną znak krzyża i mówi we własnym imieniu ‘Ja odpuszczam tobie grzechy’. Skąd mam mieć pewność, że Bóg mi je rzeczywiście odpuścił?”. „Musi pan zaufać” – odpowiedziałem. „Księdzu?” – zapytał. „Nie. Bogu”.

Aby uwierzyć w Boże Miłosierdzie, trzeba zaufać Bogu. Na każdym obrazie Jezusa Miłosiernego, jest napis: „Jezu, ufam Tobie”. W „Dzienniczku” s. Faustyny są takie słowa Jezusa: „O, jak bardzo mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem Święty i Sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem Miłosierdziem; nie dowierza mojej dobroci. I szatani wielbią moją Sprawiedliwość, ale nie wierzą w Moją Dobroć. Moje serce raduje się tym tytułem Miłosierdzia. Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła Moich Rąk są ukoronowane Miłosierdziem”.

Jan Paweł II w swojej encyklice martwił się „Umysłowość współczesna, może bardziej niż człowiek przeszłości, zdaje się sprzeciwiać Bogu miłosierdzia, a także dąży do tego, ażeby samą ideę miłosierdzia odsunąć ma margines życia i odciąć od serca ludzkiego. Samo słowo i pojęcie „miłosierdzie” jakby przeszkadzało człowiekowi, który poprzez nieznany przedtem rozwój nauki i techniki bardziej niż kiedykolwiek w dziejach stał się panem i uczynił sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1, 28). Owo „panowanie nad ziemią”, rozumiane nieraz jednostronnie i powierzchownie, jakby nie pozostawiało miejsca dla miłosierdzia”.

Święto Miłosierdzia jest nie tylko po to, aby przypominać ludziom, że Bóg jest zawsze miłosierny. Święto Miłosierdzia jest również po to, aby przypominać nam, ludziom, że Bożego Miłosierdzia pilnie potrzebujemy. I że korzystania z niego nie mogę traktować jak formalności, którą trzeba raz czy dwa razy do roku odfajkować. Bożego Miłosierdzia potrzebuję w każdej chwili mojego życia. Każdy go potrzebuje. Nieustannie. Dlatego nie mogę być niedowiarkiem. Muszę Bogu zaufać. Chociaż nie widzę, jak przebacza mi grzechy.

Popularity: 20% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Tags:

2 Responses to Nieufny i miłosierdzie

  1. amra on 19/04/2009 at 01:08

    Bardzo potrzebujemy Bożego Miłosierdzia przynajmniej ja Bardzo Go potrzebuję.

  2. Joanna Kociszewska on 19/04/2009 at 15:36

    Problem z miłosierdziem to często chyba problem pragnienia, by być docenionym za to, kim jestem, a nie by być równym innym, i oporu przed przyjęciem daru, bo zobowiązuje do wdzięczności. Nie wiem, czego bardziej…

    Opór przed wdzięcznością jest chyba dzisiaj znakiem czasów. A bez wdzięczności nie ma relacji z Bogiem, a na pewno nie ma przyjęcia miłosierdzia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Szukaj

Najnowsze komentarze