Rekolekcje adwentowe 2009 „Miłość 30+”

Cytat z forum dla kobiet „aktywnych i wyjątkowych”, temat „30 lat mija, a ja wciąż niczyja”: „Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale zawsze jak poznaję jakiegoś faceta to i tak po kilku miesiącach zostaję sama, albo dzieciaty, żonaty, albo skur…., sexoholik dbający tylko o swoje potrzeby itd.. Mam dość, ileż można się męczyć i szukać”. I pierwsza odpowiedź na ten post: „Co z tego że masz 30 lat i ciągle z nikim nie jesteś. Jak mówi przysłowie „każda zmora znajdzie swojego adoratora” i na Ciebie też przyjdzie czas… Jestem pewna że kiedyś spotkasz tego jedynego, a może jest tuż obok tylko go nie widzisz…”.
Facet przy czwartym piwie do kumpla: „Powiedz, jak ja mam dalej żyć? Kawał czasu spędziłem z kobietą, która mi nagle mówi, że mnie nie kocha, że mnie nigdy nie kochała… I jeszcze nastawiła przeciwko mnie dzieci… One mnie nawet nie nienawidzą. Jestem im obojętny… Bylebym kasę dawał”.
Gimnazjalista, odratowany po próbie samobójczej, do pielęgniarki w szpitalu: „Po co mnie uratowaliście? Znów to zrobię. Nie chce dalej żyć, skoro mnie nie kochają właśni rodzice. Nie mają dla mnie czasu, tylko praca, znajomi, kariera…”.
Miliony ludzi czekających na miłość. Miliony ludzi gotowych przyjąć miłość i na nią odpowiedzieć miłością. Miliony ludzi przekonanych, że nikt ich nie kocha. Miliony ludzi nieszczęśliwych. „Tylko miłość czyni nas szczęśliwymi, bo żyjemy, by kochać i być kochani”. Piękne i głęboko ludzkie zdanie. Takie humanistyczne. Takie na dzisiejsze czasy. Który mędrzec, filozof albo poeta je wypowiedział? Na pewno Benedykt XVI? Papież? 25 listopada 2009 r. w czasie audiencji generalnej? Podali to na Onecie?
Każdy chce spotkać swoją wielką miłość. Tak jesteśmy „zaprogramowani”. Jesteśmy stworzeni do miłości. Jesteśmy stworzeni z miłości.
Między ludźmi to bywa bardzo poważny problem – kto pierwszy zdecyduje się powiedzieć „Kocham cię”. To o wiele trudniej wyznać, niż odpowiedzieć „Ja ciebie też”. Ludzie latami czekają, aż ktoś im powie, że ich kocha. Nie tylko ten pierwszy raz. Oczekują przypominania, potwierdzania miłości. Czekanie na takie ponowne spotkanie miłości bywa czasami gorsze niż czekanie na to pierwsze „kocham cię”.
To żadna sztuka powiedzieć „Bóg jest Miłością”. O wiele trudniej przyznać przed samym sobą, ze tak jest. Przyznać, że jest Miłością dla mnie. Nie poddać się myśli, że gdyby naprawdę był Miłością, wszyscy dokoła by mnie kochali. „Jakże zmieniłby się świat, gdyby w rodzinach, parafiach i w każdej innej wspólnocie stosunki wzorowane były zawsze na przykładzie trzech Osób boskich, z których każda żyje nie tylko z inną, ale dla innej i w innej!” – powiedział Benedykt XVI. Tego już nie podali na Onecie.
Bóg mi ułatwia zadanie. Nie czeka, aż przyjdę i wyznam „Kocham Cię”. Jako pierwszy wyznaje mi miłość. Powtarza to wyznanie. Wystarcza Mu moje „Ja Ciebie też”. Więc dlaczego tak rzadko je ode mnie dostaje? Jeśli naprawdę czekam na spotkanie z Miłością, to czemu unikam randek?
Popularity: 19% [?]











Najnowsze komentarze