Jeden z kanałów telewizyjnych nadaje serial zatytułowany “Dar życia”. Kolejne odcinki opowiadają o ludziach, którzy czekają na możliwość przeszczepu oraz o tym, w jaki sposób otrzymują niezbędne im do życia organy. To poruszające, pełne emocji historie. Zdarza się, że ktoś potrzebuje ponownego przeszczepu, bo rak zniszczył mu podarowane przez kogoś organy. W wypowiedziach tych, którzy przeszczep otrzymali, dominuje wdzięczność wobec dawców. Dawców, którzy nie żyją.
“Religia zdrowia” jest najpotężniejszą i najdroższą religią świata wszystkich czasów – uważa niemiecki lekarz, teolog i autor poczytnych książek Manfred Lütz. Wystąpił on podczas 2. Chrześcijańskiego Kongresu Zdrowia w Kassel – informowała niedawno Katolicka Agencja Informacyjna.
Lütz zauważył, że obecnie więcej ludzi odwiedza fitness kluby niż kościoły. – Dzisiaj uzdrowienia bardziej oczekuje się od lekarzy niż od księży. “Religia zdrowia” opanowała także Kościoły. Niektórzy księża zdrowie postrzegają jako najwyższe dobro – podkreślił niemiecki teolog.
Zwrócił uwagę, że obecnie za zdrową uważa się osobę, która nie została w dostatecznym stopniu zbadana. – Bardziej realistycznym jest postrzeganie jako zdrowego tego, kto umie żyć ze swoimi chorobami – powiedział Lütz i zastrzegł, że “zdrowie jest ważnym, ale nie najwyższym dobrem”.
Urodzony w 1954 r. Manfred Lütz należy do Rady Zarządzającej Papieskiej Akademii Życia. Ponadto jest członkiem Papieskiej Rady ds. Świeckich oraz konsultorem (doradcą) Kongregacji Duchowieństwa.
Ten niemiecki lekarz ma niewielkie szanse na zdobycie popularności na przykład w Polsce XXI wieku. Tutaj wyznawców “religii zdrowia” jest ogromna rzesza. “Najważniejsze jest zdrowie” to zdanie, które pada z tysięcy ust nie tylko przy okazji życzeń urodzinowych czy świątecznych. “Jak jest zdrowie, to i wszystko inne jest” – mówią młodzi ludzie, zakładający rodziny. “Jaki sens ma życie, w którym nie ma zdrowia?” – pyta emeryt, większość czasu spędzający w przychodniach.
W ziemi Genezaret dwa tysiące lat temu też wielką wagę przykładano do sprawy zdrowia. Jezusa traktowali przede wszystkim jako uzdrowiciela. “Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie”.
Zdaniem niemieckiego lekarza Manfreda Lütza “religia zdrowia” nie zaspokaja dążenia człowieka do szczęścia i zbawienia, a stosunek do śmierci nie jest w pierwszej kolejności sprawą medycyny, lecz kwestią religijną. “Chodzi o to, aby umrzeć świętym” – uważa Lütz. “To wy nie chcecie iść do nieba?” – dziwił się młody ksiądz na widok ogromnego przywiązania do ziemskiego życia u pary schorowanych osiemdziesięciolatków, którzy prosili go, by się modlił dla nich o zdrowie. “Ksiądz jest młody i zdrowy, to nic nie rozumie. Życie jest piękne, byle zdrowie było. A tam nie wiadomo, co nas czeka…” – odpowiedzieli zgodnie staruszkowie.
Popularity: 3% [?]












Dla mnie to jest fenomen, który mnie zadziwia od jakiegoś czasu. Wiadomo, że lękamy się śmierci, choroby, bólu… Ale zmierzam do dwóch rzeczy. Po pierwsze, od kiedy moja mam zaczęła chodzić zamiast do lekarza, to do zielarza, bioenergoterapeuty i zaczęła stosować drastyczne diety (np. przez miesiąc tylko o wodzie). I nie pomagają żadne argumenty, nic kompletnie. Odpowiedź: ten zielarz też przecież chodzi do kościoła i to codziennie… Teraz trochę jakby przystopowała, a w ogóle to nie porusza przy mnie takich tematów, bo wie jakie jest moje zdanie na ten temat.
Po drugie, zadziwiał mnie ten fakt, kiedy mieszkałam w Niemczech. Mieszkałam u rodziny, która zajmowała się medycyna niekonwencjonalną, czyli różdżki, jakieś karty, leki homeopatyczne, kryształy, medytacje i wszystko inne. Mnie przerażało. Mieszkałam tam przez rok i zadziwiające było dla mnie to jak wielu pacjentów mają, po prostu tłumy. A niestety nie było to tanie “leczenie”. W ogóle w Niemczech, dało sie wtedy zauważyć, jak bardzo ludzie imają się wszystkiego by tylko być zdrowym. To było na porządku dziennym: amulety, karty itd…
I po trzecie jakie było moje negatywne zdziwienie kiedy przyjechałam do Polski zauważyłam to samo. Nie wiem może wcześniej nie byłam tak na to wyczulona i nie zauważałam tego, a może właśnie to był ten czas, kiedy to wszystko przychodziło do Polski. Nie wiem. Wiem jedno, ze po pierwsze to bagno, a po drugie nie wszystko za wszelką cenę.