Pewnie wyjdę na marudę. Na takiego, co się czepia. Ale naprawdę mam bardzo, bardzo poważne wątpliwości, czy koniecznie trzeba poświęcać połowę niedzielnego niespełna godzinnego „katolickiego” okienka w publicznej telewizji na międlenie tematu EuroPride? Czy niedzielne południe to rzeczywiście idealny czas, aby telewidzów zainteresowanych sprawami religii i Kościoła, po raz kolejny zmuszać do wysłuchania tych samych monologów, wygłaszanych przez polityków i działaczy, które i tak musieli wysłuchać w programach informacyjnych i publicystycznych o innych porach w najrozmaitszych stacjach? Przecież i tak nikt tu nikogo nie „nawróci”, bo żaden z zaproszonych do studia gości nawet nie udaje, że jest zainteresowany uważnym wysłuchaniem zdań odmiennych niż jego własne… Odnoszę wrażenie, że polscy katolicy mają podczas tegorocznych letnich miesięcy inne sprawy na głowie…
A skoro już wyrażam mój lekki zawód, to jeszcze jedna sprawa. Była dzisiaj w tym programie w TVP1 wzmianka o rocznicy Grunwaldu. Próżno jednak wypatrywałem choćby migaweczki, choćby zdanka o odprawionej tam Mszy św. w dawnym rycie. A przecież była znakomita okazja, aby pokazać polskim katolikom w atrakcyjnej formie trochę historii liturgii…
Ciekawe, że dwa świeckie portale w niedzielę wyciągnęły na główną stronę ten sam artykuł z „Niedzieli” na temat sekt i ich wakacyjnej aktywności. Przypadek? Czy po prostu lepsze wyczucie tematów, z którymi warto dzisiaj, w połowie lipca, wyjść do ludzi?
Popularity: 7% [?]











Przyznam, że mam nieco inne odczucia: owszem, może można było znaleźć lepszy temat dla tego programu, ale moim zdaniem ta dyskusja – pomimo że, jak zauważono, nikogo z rozmówców nie przekonała (ale nie przypominam sobie telewizyjnej dyskusji, w której byłoby inaczej), i tak była chyba jedną z najlepszych i najbardziej wyrazistych w „Między niebem a ziemią”,bo przynajmniej ukazała niektórym widzom dwóch inteligentnych panów, którzy potrafili śmiało odpierać zarzuty głosicieli „jedynie słusznego tolerancyjnego światopoglądu”.
Natomiast obawiam się, że właśnie temat sekt staje się dyżurnym tematem wakacyjnym: co roku pisze się ogólne, dość jałowe ostrzeżenia, które moim zdaniem trafiają w pustkę, bo przecież nikt nie spotyka na wakacjach „sekty”, tylko „bardzo sympatycznego kolegę”, który stopniowo wprowadza nieświadomą ofiarę w swoje dziwne towarzystwo. Jeśli już, to przydałoby się więcej konkretów i świadectw. Ale przede wszystkim uodpornimy się na sekty, jeśli będziemy świadomie przeżywać własną wiarę, zatem moim zdaniem media katolickie powinny skupiać się na mądrze poprowadzonej i atrakcyjnej w formie ewangelizacji. Serdecznie pozdrawiam.