SMS po latach

08/02/2012
By

Telefon zapiszczał charakterystycznym, irytującym dźwiękiem. Spojrzał na treść SMS-a i bez słowa, z dziwnym wyrazem twarzy, podsunął komórkę żonie przed oczy.

 

- L. jest ciężko chory. Ma raka i leży w naszym szpitalu. Bardzo cierpi – przeczytała z ekranu. – Kto to jest L.? – zapytała.

 

- Nie opowiadałem ci? Na pewno mówiłem. To ten drań, który kiedyś bardzo mnie skrzywdził. To było dawno, przed wielu laty. Jeszcze się wtedy nie znaliśmy.

 

- Coś kojarzę. To ten, co cię zostawił bez środków do życia i jeszcze z długami?

 

- Ten sam. Jeszcze miałem przez niego kłopoty z milicją. Ledwo się wykręciłem od kryminału. No i proszę. Po latach wyszło na moje.

 

- Nie rozumiem? – żona spojrzała na niego z lekkim przestrachem.

 

- Kiedy się ostatni raz widzieliśmy, powiedziałem mu, że kiedyś tego będzie ciężko żałował. Że Bóg mu odpłaci za moją krzywdę. Wierzyłem w to głęboko i czekałem. Nie kiwnąłem palcem, aby mu samemu odpłacić. I proszę, jest sprawiedliwość, choć po tak długim czasie.

 

- Co to ma wspólnego? – żona odczuwała coraz większy niepokój.

 

- Nie przeżyłaś czegoś takiego, to nie rozumiesz – zbył ją niczym natrętną muchę.

 

Nagle przez jego twarz przebiegł jakby skurcz.

 

- Wiem, co zrobię. Odwiedzę go w szpitalu! – ogłosił z taką energią, jakiej dawno u niego nie widziała.

 

Po dwóch dniach szedł szpitalnym korytarzem, dopytując spotkane pielęgniarki, która to sala. Patrzyły na niego zdziwione, bo różnił się od zwykłych szpitalnych gości. Szedł swobodnie, luźno, z rękami w kieszeni, lekko się uśmiechał i nawet coś nucił.

 

Wreszcie trafił. Stanął w drzwiach czteroosobowej sali i uważnie przyjrzał się wszystkim pacjentom. Rozpoznał L. bez trudu, mimo że bardzo schudł.

 

- Co za spotkanie po latach – rzucił, podchodząc do jego łóżka. Ostrożnie przestawił stojak z kroplówką i przysunął sobie krzesło.

 

L. też go poznał, ale milczał. Wreszcie wyszeptał z wysiłkiem:

 

- Witaj. Przyszedłeś się napawać moim bólem?

 

- Nie, przyszedłem ci przypomnieć, że Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Ten Bóg, w którego z takim uporem nie chciałeś uwierzyć. Głupio ci teraz?

 

- Nie – szepnął L.

 

Zaczerpnął ze świstem duży haust powietrza i nieco mocniejszym szeptem powiedział:

 

- Marny musi być ten twój Bóg, skoro zajmuje się zadawaniem cierpienia dla czyjejś zemsty i satysfakcji. Cieszę się, że w niego nie wierzę.

 

Zamknął oczy i z trudem odwrócił się do ściany.

Popularity: 5% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

One Response to SMS po latach

  1. klawiatura_zablokowana on 09/02/2012 at 21:32

    Postawa często spotykana u publicystów katolickich, szczególnie tych radykalnych. Ja was moim Bogiem postraszę, mój Bóg wam jeszcze pokaże. Może ja jestem mały Miki, ale mam silnego, starszego brata – Boga – ten brat wam spuści wp….
    Smutne. Ale jakże częste.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*