Archive for the Category »Polityka «

W sprawie jabłek

„Nie siedź tak, tylko pozbieraj te jabłka, które spadły i daj do jedzenia” – powiedziała żona mojego znajomego. Pozbierał. Upchał je na jakiejś plastikowej tacce i postawił na stole, przy którym siedzieliśmy w ogrodzie. Jabłka sobie leżały i nikt się nie kwapił, żeby je jeść, chociaż po ogrodzie hasała spora gromadka dzieci. Ja sam zresztą też nie za bardzo miałem ochotę. No bo kto ma ochotę jeść jabłka, które są poobijane, mają jakieś brązowawe plamy, a gdzieniegdzie może nawet jakiś robaczek się trafi…?

Gdy żona mojego znajomego zauważyła, w jaki sposób rozwiązał on sprawę jabłek, spojrzała na niego wymownie i bez słowa zabrała ze stołu całą tackę z owocami. Po niedługim czasie postawiła na stole elegancki półmisek, który wypełniały zgrabne ćwiarteczki obranych jabłek, a obok w miseczce złocił się miód, w którym można była kwaskowate cząstki zanurzyć. Nie tylko ja z entuzjazmem rzuciłem się na tak atrakcyjnie podane owoce. Na wyścigi z dziećmi błyskawicznie opróżniliśmy półmisek. Wiedziałem, że to te same jabłka, które leżały smutno pod drzewem, a potem zniechęcały potencjalnych konsumentów niefajnym wyglądem. Wiedziałem, a jednak jadłem je ze smakiem i zazdrośnie odprowadziłem wzrokiem ostatnią ćwiartkę, którą sprytnie zdobył najmłodszy dzieciak.

Przypomniała mi się ta jabłkowa przygoda, gdy przyglądałem się tegorocznym obchodom rocznicy podpisania porozumień sierpniowych i gdy czytałem w mediach komentarze określające je jako kompletną klapę i katastrofę. Fakt, było w tych obchodach trochę poobijanych, trochę niesmacznych, trochę może nawet robaczywych i budzących obrzydzenie chwil i sytuacji. Ale przecież, jeśli spojrzeć na poszczególne elementy rocznicowe, było tam mnóstwo rzeczy fajnych, świątecznych, budzących nie tylko refleksję, ale również słuszną dumę z tego, co przed laty wspólnym solidarnym wysiłkiem, osiągnęliśmy. Rzecz jednak w tym, jak to zostało nam podane.

Wiem, łatwiej jest pozbierać wszystko jak leci i rzucić byle jak ludziom przed nosy. To nie wymaga wysiłku. Ale czy tak wiele wysiłku trzeba, aby te same kąski obrać z tego, co brzydkie, złe i szkodliwe, po czym podać ludziom w taki sposób, aby chcieli na nie nie tylko spojrzeć, ale również przyjąć z przyjemnością, a może nawet z radością i satysfakcją?

Kiedy kilka dni później znów odwiedziłem moich znajomych od jabłek, widziałem na własne oczy, jak pan domu pozbierane spod drzewa jabłka osobiście obierał, dzielił na ćwiartki i elegancko układał na kolorowym półmisku. Widziałem też dzieci, które przerywały zabawę i ustawiały się w kolejce, czekając aż tata skończy przygotowywać owoce. Niestety, nie udało mi się dobrać do jabłek przed nimi. Załapałem się tylko na jedną ćwiartkę. A w ogóle, to przypomniało mi się, że przecież ja nie za bardzo lubię jabłka. Chyba, że ktoś mi je obierze, pokroi i poda na fajnym talerzu.

Tekst wygłoszony na antenie Radia eM

Popularity: 1% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Maruda

Pewnie wyjdę na marudę. Na takiego, co się czepia. Ale naprawdę mam bardzo, bardzo poważne wątpliwości, czy koniecznie trzeba poświęcać połowę niedzielnego niespełna godzinnego “katolickiego” okienka w publicznej telewizji na międlenie tematu EuroPride? Czy niedzielne południe to rzeczywiście idealny czas, aby telewidzów zainteresowanych sprawami religii i Kościoła, po raz kolejny zmuszać do wysłuchania tych samych monologów, wygłaszanych przez polityków i działaczy, które i tak musieli wysłuchać w programach informacyjnych i publicystycznych o innych porach w najrozmaitszych stacjach? Przecież i tak nikt tu nikogo nie “nawróci”, bo żaden z zaproszonych do studia gości nawet nie udaje, że jest zainteresowany uważnym wysłuchaniem zdań odmiennych niż jego własne… Odnoszę wrażenie, że polscy katolicy mają podczas tegorocznych letnich miesięcy inne sprawy na głowie…

A skoro już wyrażam mój lekki zawód, to jeszcze jedna sprawa. Była dzisiaj w tym programie w TVP1 wzmianka o rocznicy Grunwaldu. Próżno jednak wypatrywałem choćby migaweczki, choćby zdanka o odprawionej tam Mszy św. w dawnym rycie. A przecież była znakomita okazja, aby pokazać polskim katolikom w atrakcyjnej formie trochę historii liturgii…

Ciekawe, że dwa świeckie portale w niedzielę wyciągnęły na główną stronę ten sam artykuł z “Niedzieli” na temat sekt i ich wakacyjnej aktywności. Przypadek? Czy po prostu lepsze wyczucie tematów, z którymi warto dzisiaj, w połowie lipca, wyjść do ludzi?

Popularity: 4% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Grzechy i oglądalność

Pewien znany zakonnik umieścił kilka dni temu w swoim profilu na Facebooku następującą wiadomość: „Dzisiaj w (tu nazwa pewnego kanału telewizyjnego) program o Grzechu przeciwko Duchowi Świętemu i grzechu wiecznym. Mojego autorstwa brrrrrrr…To znaczy program mojego autorstwa a nie grzech rzecz jasna. Chociaż gdyby chodziło o mój grzech, to pewnie wzrosłaby oglądalność…”.

Hmmm. Coś w tym jest, pomyślałem sobie. Lubimy zajmować się cudzymi grzechami. Zaraz mi się skojarzyło, że w trwającej właśnie kampanii wyborczej o grzechach i niedociągnięciach poszczególnych kandydatów dowiadujemy się nie od nich samych, lecz od ich przeciwników. Kandydaci zasadniczo się chwalą. Jedni bardziej, drudzy mniej. A przecież byłoby uczciwiej, gdyby kandydat wyszedł do wyborców i w kulturalnej formie zawiadomił ich: „Mam takie a takie zalety oraz takie a takie wady”. Mógłby też powiedzieć, na czym się zna, a na czym się nie zna, co mu dobrze wychodzi, a co źle…

Rozmarzyłem się. Przepraszam. Przecież dzisiaj trzeba się tylko chwalić. Nawet szukając pracy trzeba skonstruować tak zwane CV w postaci wielkiej pochwały samego siebie. Nic dziwnego, że pracodawcy coraz częściej, zanim przyjmą kogoś do roboty, szczegółowo przeglądają Internet poszukując o kandydacie wszelkich informacji, zwłaszcza na serwisach społecznościowych. Byliby przecież wyjątkowo naiwni, gdyby opierali się tylko na autoreklamie potencjalnych pracowników.

Z tym mówieniem całej prawdy o wadach i zaletach szczególnie niedobrze jest właśnie w reklamie. A właściwie w tym, co dzisiaj reklamę udaje. Bo gdy rodziła się definicja reklamy, to ustalano, że ma ona być rzetelną informacją o produkcie. Dzisiaj żeby dowiedzieć się choć odrobinę prawdy o tym czy tamtym towarze, trzeba mieć wyjątkowo dobry wzrok albo silne szkło powiększające. A i to nie zawsze wystarcza. Szczególnie bawią mnie programy telewizyjne, w których zwraca się uwagę na przekład na tak zwaną drugą stronę reklam usług finansowych rozmaitych instytucji. A chwilę później bez żadnej żenady te same kanały telewizyjne owe reklamy emitują.

Nie jest łatwo przyznawać się do swoich niedociągnięć, błędów, grzechów. Nie zawsze i nie wszędzie należy to też robić. Ale są sytuacje, w których rzetelne przedstawienie siebie jest potrzebne. Ze względu na innych. Zwłaszcza wtedy, gdy ta wiedza o konkretnym człowieku potrzebna im jest do podjęcia jakiejś ważnej decyzji.

Tekst wygłoszony na antenie Radia eM

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Dwutorowość

Znicze płonące w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim stoją karnie w równych prostokątach. Po ścieżkach między nimi raz po raz przemykają harcerze, już to dodając, już to usuwając kolejne przyniesione przez ludzi symbole ich żałoby, szacunku, współczucia i współuczestnictwa w tym tak drastycznym dokonywaniu się na naszych oczach wielkiej, podręcznikowej historii.

Nie od razu tak było. Przez wiele godzin znicze, świece i kwiaty kładzione były chaotycznie, bez żadnego uporządkowania. Nie było też żadnych barierek, a ludzie tłoczyli się w bezładzie tak bardzo, że gdy ktoś zemdlał, nie mogła się do niego przedostać karetka pogotowia.

Oglądam w CNN Polaków, którzy płynną angielszczyzną wyjaśniają dziennikarzowi, dlaczego stoją tak licznie na Krakowskim Przedmieściu. Po dziennikarzu widać, że jest pod ogromnym wrażeniem tego, co właśnie relacjonuje.

Nawet największa tragedia nie zatrzymuje biegu czasu. Ziemia nie przestaje się obracać dookoła swojej osi ani krążyć wokół słońca. Ludzie przystają na dłuższą lub krótszą chwilę, ale nadal muszą jeść, spać, pracować, odpoczywać. Smucić się, ale też się cieszyć. Przeżywać żałobę, ale też z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Już we wtorek ktoś mi zwrócił uwagę, że prowadziłem przegląd prasy w radiu zbyt smutnym głosem. Zdałem sobie sprawę, że ilość łez jest ograniczona. A i ludzka wytrzymałość na silne emocje też ma swoje granice.

Nawet największa tragedia nie zatrzymuje biegu życia. Nawet po stracie najbliższej osoby nie można zamieszkać na cmentarzu. Trzeba po pogrzebie wrócić do domu, między żywych i razem z nimi żyć normalnie. Dokładnie tak. Normalnie. To nie znaczy żyć tak, jakby się nic nie stało. Przeżyty dramat, ból, cierpienie, trzeba włączyć w swoją codzienność. Potraktować jako naturalną część swojej egzystencji. Jako element drogi do zmartwychwstania.

Słyszałem kiedyś wielkie pretensje rodziny zmarłego człowieka do zarządcy cmentarza, że tydzień po pogrzebie usunął z nowego grobu zwiędłe wieńce i kwiaty oraz wypalone znicze. „Ja państwa rozumiem, ale porządek musi być” – odpowiedział zarządca. Znicze zapalane w tych dniach przed Pałacem Prezydenckim i w wielu innych miejscach w całej Polsce też trzeba będzie pozbierać, usunąć, wywieźć. Nie mogą tam pozostać na zawsze. I nie ma się co gorszyć, że z powodu ich ogromnej ilości być może do sprzątania zostanie użyty ciężki sprzęt.

Tekst wygłoszony na antenie Radia eM

Popularity: 5% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Uwaga na słowa

Trzeba uważać na słowa – mawia jeden z moich znajomych, który charakteryzuje się bardzo ostrym językiem. Niejednokrotnie z tego powodu miał problemy i nieprzyjemności. Niejednokrotnie musiał przepraszać. I właściwie można by powiedzieć, że dobrze mu tak, skoro najpierw kłapie dziobem, a potem ewentualnie myśli co i do kogo powiedział.
 
Ostatnio jednak zrobiło mi się go żal. Skarżył mi się, że bardzo pracuje nad sobą, uczy się kulturalnego i nieobraźliwego zwracania ludziom uwagi, stara się każdemu człowiekowi okazywać szacunek należny osobie ludzkiej, jednak ludzie nadal uważają, że zwraca się do innych po chamsku i słyszą więcej i ostrzej, niż on sam mówi.
 
Zaraz mi się przypomniało, jak to jeden polski polityk powiedział o drugim polskim polityku, że sprawowaną przez niego funkcję może pełnić człowiek niski, ale nie mały. Jak na moje ucho, to takie aluzje raczej nie są dowodem wysokiego wyrobienia towarzyskiego, ale cóż, nie jest nigdzie powiedziane, że politykami muszą być wyłącznie ludzie bardzo wysokich lotów.
 
Jednak aż zastrzygłem uszami, gdy inny polityk, krytykując wypowiedź tego pierwszego stwierdził, że to brzydko nazywać ważnego polityka kurduplem. Oczywiście pierwszy polityk natychmiast ogłosił w mediach, że on takiego słowa nie użył. No tak, widać, że sposób, w jaki wcześniej formułował swoje myśli, mocno utkwił w głowach jego kolegów polityków.
 
Kłopoty z powodu użytych słów mają też inni. Dwoje maturzystów z Wrocławia właśnie złożyło do sądu pozew przeciwko Ryszardowi Legutce, byłemu ministrowi edukacji i obecnemu europosłowi. Były minister nazwał ich „rozwydrzonymi i rozpuszczonymi przez rodziców smarkaczami”. Uczniowie twierdzą, że to narusza ich dobra osobiste.
 
Chodzi o uczniów z Wrocławia, którzy pół roku temu złożyli w gabinecie dyrektora szkoły petycję o usunięcie symboli religijnych z terenu liceum. Sprawę w mediach na bieżąco komentował profesor Legutko, europoseł z okręgu wrocławskiego. Uczniów nazwał m.in. „smarkaczami”, a ich działania „typową szczeniacką zadymą”. No i teraz będzie się z tego tłumaczył przed sądem.
 
Nie jestem zwolennikiem obrażania ludzi i wiem, że na to, co się mówi, trzeba bardzo uważać, aby nie naruszyć godności drugiego człowieka. Sam też nie lubię, gdy ktoś w stosunku do mnie nie przebiera w słowach. Nie mogę jednak zapomnieć, że Pan Jezus nazywał niektórych obłudnikami, a nawet grobami pobielanymi. Coś mi się wydaje, że dzisiaj chętnie by Go oni za to pozwali do sądu i zażądali wielotysięcznego odszkodowania.
 
Tekst wygłoszony na antenie Radia eM
 

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Co tam panie w uczuciach (religijnych)?

Komisja Etyki Reklamy uznała, że spot radiowy jednego z portali aukcyjnych oparty na przeróbce tekstu kolędy obraża uczucia religijne odbiorców. Wcześniej emisję reklamy, trwającą przez krótki okres przed Bożym Narodzeniem, wstrzymała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Umieściłem link do tej informacji na Facebooku z dopiskiem „Lepiej późno niż wcale”. I wywołałem zdziwienie. „Ale mówisz serio? Obrażała cię ta kampania?” – zapytała mnie jedna z internautek. Hmmm. No właśnie. Czy obrażała? Mnie, a zwłaszcza moje uczucia religijne?  Zaraz przypomniała mi się dyskusja na temat uczuć religijnych, jaka toczyła się w mediach nieco ponad pół roku temu. Przypomniała mi się też odpowiedź, jakiej na pytanie „Czy ktoś kiedykolwiek obraził uczucia religijne Księdza Profesora?” udzielił nie byle kto, bo znakomity etyk z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ksiądz profesor Andrzej Szostek. Powiedział: „Osobiście chyba nie. Raczej spotkałem się z różnicą odczuć związanych z religią. Kiedyś na seminarium etyki zapytałem studentów, czy razi ich, gdy na posadzce kościoła umieszczone są krzyże i wizerunek Matki Bożej, a oni po nich chodzą… Okazało się, że to dla nich żaden problem”.

No właśnie. Na posadzce świątyni nie razi mnie ani znak krzyża ani nawet wizerunek Matki Boskiej. Ale śpiewanie na melodię kolędy słów: „Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, kupcie prezenty starzy i młodzi” jednak mnie w dość poważny sposób razi i czuję się dotknięty. Ale czy aż obrażony? Odpisałem internautce, że słowo „obrażała” odnośnie kampanii wykorzystującej słowa i melodię kolędy nie oddaje istoty mojego problemu. Słysząc raz po raz tę reklamę czułem się, jakby ktoś użył do niewłaściwego celu czegoś, co jest dla mnie ważne i cenne. Czułem się w jakiś sposób okradziony z wartości, której nie da się przeliczyć na pieniądze. Tak, jakby ktoś wyjątkową serwetkę, która jest pamiątką po drogiej mi osobie, potraktował jak zwykłą ścierkę do naczyń.

Zdaniem ks. prof. Szostka „Uczucia religijne należą do pojęć nieuchronnie niedookreślonych, odnoszą się bowiem do sfery osobistych przeżyć, niepoddającej się ścisłym definicjom”. Zgadza się. Dla twórców tego spotu kolęda w reklamie miała nawiązać do sezonowości usług oferowanych w tym czasie przez portal aukcyjny i ogółem do radosnego okresu Bożego Narodzenia. Oni na dźwięk tej konkretnej kolędy nie czują tego szczególnego poruszenia w sercu, tego, czego nie da się ani zdefiniować ani nazwać, ani nawet opisać. Jedno jest ważne i warte docenienia. Po otrzymaniu głosów takich osób, jak ja, firma podjęła decyzję o wstrzymaniu emisji spotu z kolędą i zastąpiła go inną reklamą z melodią, taką której nie śpiewa się w kościele. No i w porządku.

Tekst wygłoszony na antenie Radia eM

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS