Archive for the Category »Powieść «

Dzień Anioła odc. 4

4.

Prezes Sławomir Ptaczkiewicz aż się skręcał z irytacji. Nie umiał ukryć wściekłości także wtedy, gdy wychodząc z budynku kurii stanął nagle przed baterią wymierzonych w jego twarz obiektywów kamer. Chociaż w tyle głowy coś mu przypominało, że powinien być łagodny jak baranek i trzymać na twarzy szczęśliwy uśmiech, jakby był na prochach, to jednak na pytania zadawane przez trzymających mikrofony błaznów (jak sam ich zwykle nazywał) odpowiadał przez zęby i burkliwie. Nerwowo szukał wzrokiem któregoś ze swych podwładnych, aby odgonili natrętnych żurnalistów, ale jak na złość gdzieś się wszyscy zawieruszyli.
Ptaczkiewicz nagle odwrócił się więc na pięcie i szybkim krokiem, niemal biegnąc, ruszył w stronę oczekującego na niego samochodu. Szarpnął drzwiczki i z ulgą wskoczył do środka, gdzie wylądował niemal na kolanach swojego sekretarza prasowego, ucinającego sobie właśnie drzemkę.
- Jedź – warknął prezes do zaskoczonego nagłym pojawieniem się szefa kierowcy i szturchnął w bok sekretarza.
- Który idiota wymyślił tę mszę i moje spotkanie z tym klechą?
Sekretarz Józef Pleśniak ocknął się i bezrozumnie wytrzeszczał oczy na pryncypała, usiłując zorientować się, gdzie jest i o co tym razem prezes ma pretensje.
- To nie ja – wydukał w końcu i natychmiast ujrzał jak w prywatnym kinie scenę sprzed miesiąca. Ptaczkiewicz chodził po swym gabinecie i machał rękami, jakby walczył z niewidocznym wrogiem.
- Nie może tak być, że tamci jeżdżą sobie na rekolekcje i są przyjmowani jak najlepsi katolicy, a my wychodzimy na anteuszy.
- Ateuszy – wyszeptał wtedy Pleśniak.
- Wiem, nie poprawiaj mnie przy ludziach – skoczył ku niemu prezes i tylko szybki refleks uchronił sekretarza od bolesnego uderzenia w podbródek.
Pod ścianą stali dwaj spin doktorzy i spijali każde słowo z ust Prezesa.
- Załatwione – pewnym głosem oświadczył niższy z nich. – Będziemy mieć własną mszę w katedrze odprawioną przez samego najważniejszego z ważnych.
- I kazanie niech powie. A potem ma mnie zaprosić na herbatę – przedstawił listę życzeń Ptaczkiewicz.
- Ma się rozumieć – powiedział dziarsko mniejszy ze spin doktorów, czując na sobie zawistny wzrok wyższego kolegi.
- Tylko mnie nie zawiedź, Tomaszu – ni to przyjacielsko, ni to z groźbą w głosie rzekł prezes.
- Mam na imię Łukasz – sprostował niższy spin doktor i od razu pożałował.
- A to ma jakieś znaczenie? – zdziwił się Ptaczkiewicz i z oznakami wielkiego zmęczenia zanurzył się w fotelu.

(Ewentualna zbieżność imion i nazwisk jest całkowicie przypadkowa)

Popularity: 19% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS
Category: Powieść  One Comment

Dzień Anioła odc. 3

3.

Parafia św. Dyzmy w Grzechu należała do parafii dobrych, czyli takich, o których księża marzą już w czasach seminaryjnych i studiując mapę diecezji widzą je od razu, na długo przed innymi. Była wymarzonym miejscem zarówno dla proboszcza, jak i dla wikarego, pod warunkiem, że jeden drugiemu w drogę nie wchodził. Około pięciu tysięcy wiernych w większości tradycyjnych katolików mocno przywiązanych do Kościoła, usytuowany w centrum średniej wielkości kościół wymagający starań, ale mieszczących się w ramach zwyczajnej eksploatacji, parafianie średnio i dobrze sytuowani, praktycznie bez „marginesu” i skrajnej nędzy.
Ks. kanonik Antoni Palina potrafił docenić walory miejsca, w którym z woli biskupa przyszło mu pełnić posługę. Szybko zorientował się, że nie powinien przesadnie ingerować w życie religijne swoich parafian, a oni w rewanżu zapewnią mu spokojne funkcjonowanie, wystarczające zaangażowanie na rzecz parafii zarówno w sferze materialnej, jak i udziału w rozmaitych przykościelnych grupach, arcybractwach i stowarzyszeniach.
Nic dziwnego, że od siedemnastu lat przez kolejne wizytacje biskupie zyskiwał coraz większe uznanie w oczach kurialnych urzędników, jak i samego biskupa. Poważaniem cieszył się również wśród okolicznych duchownych, czego wyrazem było zgodne zaproponowanie cztery lata temu jego kandydatury na dziekana. Kandydatury przyjętej przez biskupa z więcej niż aprobatą. Tytuł kanonika był z kolei wyrazem uznania ze strony pasterza diecezji i jak zapewniał sam hierarcha, nie ostatnim, w związku z powyższym co gorliwsi parafianie już próbowali ks. Antoniego tytułować prałatem, na co konsekwentnie reagował tak samo, machając ręką jakby oganiał się od natrętnych komarów i powtarzając łagodnym tonem
- Nie uprzedzajmy faktów.
Ksiądz proboszcz posiadał o swych parafianach, wśród których byli wszyscy co znaczniejsi mieszkańcy Grzechu, tak rozległa wiedzę, że właściwie nie byli w stanie go niczym zaskoczyć, a miejscowe władze samorządowe wolały z nim układać sobie relacje więcej niż poprawnie. Dlatego jeśli nawet pojawiały się konflikty i problemy na linii miasto-parafia nie trały długo i załatwiane były bez zbędnego rozgłosu, co było na rękę wszystkim.

(Ewentualna zbieżność imion i nazwisk jest całkowicie przypadkowa)

Popularity: 15% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Dzień Anioła odc. 2

2.

Gniot z butelką piwa w dłoni wpatrzył się w szary, zamglony krajobraz za oknem.
- Chcesz szklankę? – zapytała jak zawsze Lidia, jego żona, siedząca z laptopem na kolanach w rogu kanapy.
- Nie, wolę prosto z butelki – odmówił jak zawsze Gniot i spojrzał na nią przelotnie. – Dlaczego za każdym razem musimy odegrać tę scenę? – rzucił bez zaczepności.
Lidia uśmiechnęła się prowokacyjnie.
- Wszyscy potrzebują rytuałów. My też.
- Jak ta mgła się końcu nie poniesie, dojdzie do masowych samobójstw – mruknął bez związku pisarz.
- Proboszcz dzwonił, ale nie chciałam ci przeszkadzać – powiedziała Lidia i rzuciła mężowi leżącą obok niej na kanapie komórkę. Złapał ją i schował do kieszeni.
- Jak kocha, to zadzwoni jeszcze raz – oznajmił i z rozczarowaniem w oczach stwierdził, że butelka jest pusta. – I tak nie mogę teraz do niego pojechać. Poza tym będziemy się widzieli w niedzielę.
- Chyba nie miał żadnej konkretnej sprawy. Może się nudził.
- Widziałaś go kiedyś nudzącego się? Zawsze sobie jakieś zajęcie znajdzie. Najlepiej takie, które zaabsorbuje innych.
- No to po co do niego chodzisz? I jeszcze mnie ciągniesz? Wolałabym książkę poczytać niż pół niedzieli siedzieć u niego i patrzeć, jak godzinami przekładacie te wasze karty.
- To weź książkę ze sobą.
- Tak, najlepiej twoją, wtedy musiałbyś mnie budzić, żebym cię odwiozła. Jak wy w ogóle możecie łączyć grę w karty z piciem alkoholu?
- Bo nie umiesz grać. Alkohol dodaje polotu.
- Mnie raczej otumania – Lidia z pasją kilka razy wcisnęła ten sam klawisz.
Z kieszeni Bronisława popłynęło „Alleluja” z oratorium „Mesjasz” Heandla.
- No proszę, czułem że nasz dobrodziej sam zadzwoni. I znów oszczędność.
- To jest skąpstwo, nie oszczędność – skontrowała Lidia, ale Gniot już miał słuchawkę przy uchu.
- Witam księdza proboszcza. Co nowego w parafii? Ktoś się nawrócił?

(Ewentualna zbieżność imion i nazwisk jest całkowicie przypadkowa)

Popularity: 19% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Dzień Anioła odc. 1

Powieść

1. 

- Ja tego nie powiem. Już i tak zrobiłem z siebie wystarczająco wielkiego idiotę – o. Felipe Lamborghini już szukał palcem klawisza z czerwoną słuchaweczką, chociaż wiedział, że nie może się rozłączyć. Aż się wzdrygnął na wspomnienie własnych wypowiedzi sprzed kilku dni.

- Ten pomysł ze wspomnieniem rocznicy Soboru był genialny – usłyszał w słuchawce głos ks. Heinricha Gähnena, sekretarza osobistego. – Tylko jezuita mógł wymyślić coś tak przewrotnego – rechotał uwielbiany za urodę duchowny.

- Nie powiem i już – zignorował złośliwość Lamborghini. – Znajdźcie sobie innego naiwnego.

- Więc ja ojcu powierzam ten problem – spoważniał sekretarz. – Proszę go wziąć na warsztat modlitwy i rozwiązać do jutra do południa. Bardzo na ojca liczymy.

Gähnen rozłączył się i z zadowoleniem spojrzał na red. Giorgio Plantiego, popijającego wolno wyjątkowo drogie wino.

- Wściekł się – oznajmił.

Planti znów upił wina.

- To dobrze. W stresie ludzie lepiej pracują. Założę się, że wiem, komu to wciśnie.

- Biedny Morales – zatroskał się nie do końca szczerze osobisty sekretarz i poprawił koloratkę.

- No co, to on w końcu wywołał całą tę hecę z lefebrystami. To niech cierpi – naburmuszył się Planti, szef jedynej w swoim rodzaju gazety.

- No tak, ale to śmieszne, żeby wysoki dostojnik kościelny ogłaszał nagle, że załatwił cofnięcie ekskomuniki komuś, o kim nic, ale to nic nie wiedział, prawda?

- Nie, to nie śmieszne – Planti z trudem powstrzymywał się od śmiechu. – To kompletnie idiotyczne! 

„Czego się nie robi dla pieniędzy” – westchnął znany pisarz Bronisław Gniot i wykręcił z maszyny kartkę papieru. Podszedł do faksu i wysłał ją do redakcji, zastanawiając się, czy cały ten kamuflaż nie jest za daleko posunięty. Przecież mailem byłoby o wiele prościej i mniej kłopotliwie. „Ktoś w końcu i tak dojdzie, że to ja” – pomyślał bez szczególnego niepokoju i poszedł do kuchni, aby wyciągnąć z lodówki kolejne piwo.

(Ewentualna zbieżność imion i nazwisk jest całkowicie przypadkowa)

Popularity: 38% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS