Archive for the Category »Wszystko «

Dawniej niż dawno

W Polskę jedziemy

Pomysł, żeby w poniedziałek zwiedzać Gniezno jest z założenia durnowaty. Ale nikt nie powiedział, że wędrowiec musi być mądry. Dlatego zacznę od końca, a właściwie od środka, czyli od tego, co się dzieje w tym momencie (godz. 13.12). Siedzę właśnie w Biskupinie w jednym z barów i próbuję “Kluch na pyrach”. W dwóch sąsiednich barach niestety po weekendzie zabrakło, bo jak się zdążyłem dowiedzieć, jest z tym sporo roboty, a nie da się długo przechowywać. W skrócie mówiąc, to niezłe smakowo danie, to tarte kluski ziemniaczane ze smażonym boczkiem albo kiełbasą i kapustą.

Dlaczego w Biskupinie, zamiast w planowanym wcześniej Gnieźnie? Bo w Gnieźnie w poniedziałek większość atrakcji pozamykana, zwłaszcza Muzeum Początków Państwa Polskiego (które i tak ma z powodu remontu ograniczoną ekspozycję do jednej wystawy, tej o prymasach).

Rozczarowany tym, co mnie spotkało w katedrze (opowiem o tym później), szedłęm ulicą Tumską w stronę Rynku gnieźnieńskiego, gdy wypatrzyłęm sklep firmowy z wyrobami benedyktyńskimi. Tam bardzo miła pani co prawda nie potrafiła mi wskazać drogi do wspomnianego wyżej muzeum, bo sama krótko w Gnieźnie mieszka i jeszcze nie miała czasu pozwiedzać, ale doradziła mi, bym na Rynku zajrzał do Informacji Turystycznej. Tu pani był niemniej uprzejma, a lepiej poinformowana, więc doradziła mi, aby w poniedziałek raczej zwiedził Biskupin i Wenecję, bo na pewno są czynne.

Idąc za jej radą wylądowałem w Biskupinie, gdzie dowiedziałem się za niespełna osiem złotych, że to, co pamiętam ze szkoły, iż Biskupin to prastara słowiańska osada, ma się nijak do rzeczywistości, bo wykopaliska i rekonstrukcje dotyczą wydarzeń sprzed prawie trzech tysięcy lat i odnoszą się do kultury łużyckiej. No i wychodzi, że człowiek ponad pół życia tkwił w błędzie. Co prawda nie do końca z własnej winy, ale jednak.

Jest w tym Biskupinie dużo do oglądania, a jeśli uda się z przewodnikiem, to naprawdę mnóstwo się człowiek dowie. Są rekonstrukcje, jest muzeum, jest scenografia do filmu “Stara Baśń” i ciekawe ekspozycje przyrodnicze. Jest nawet archeologia doświadczalna, która wyraża się m. in. w hodowli, uprawie i rozmaitych produkcjach, które dziś nazwalibyśmy rzemieślniczymi, według reguł sprzed wieków. Naprawdę warte zobaczenia, choć jak się okazuje, nie chodzi tu o Prasłowian.

Z kluchami na pyrach w brzuchu pora teraz wyruszyć do Wenecji…

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Za dużo prawa, za mało prawa

“Kościół musi nadążać za czasami, za tym co się dzieje wokół. W przeciwnym razie zamieni się w skansen o niskiej odwiedzalności. W enklawę niczym nie uzasadnionego konserwatyzmu” – mówił z przejęciem w głosie. Wcale nie był młody. Miał zdrowo po pięćdziesiątce. “A co konkretnie masz na myśli?” – zapytał drugi, który niewiele się od niego różnił. “To oczywiste. Jednym z niezbędnych kroków potrzebnych do ratowania Kościoła jest redukcja liczby nakazów i zakazów. Dzisiaj mamy czasy swobodnego podejmowania decyzji przez człowieka, nakazy i zakazy mogą co najwyżej pełnić role pomocniczą. Dzisiaj człowiek szuka źródeł prawa w sobie, we własnym wnętrzu, w głębi swojej tożsamości…”. “Ale doświadczenia wielu wspólnot chrześcijańskich pokazują, że obniżenie wymagań wcale nie przynosi wzrostu liczby wiernych” – zauważył trzeci. “To demagogia!” – zdenerwował się pierwszy i zamilkł, koncentrując całą uwagę na piciu kawy.

Nie tylko zawodowi przestępcy uważają, że prawo przeszkadza im w życiu. Mnóstwo ludzi w mniejszym lub większym stopniu je łamie. Grupa tych, którzy żyją w myśl zasady, że przepisy są po to, aby je łamać i omijać, jest całkiem spora. Chociaż część z nich nawet tego głośno nie deklaruje. Prawo uważane bywa za element ucisku człowieka przez człowieka. Coraz częściej prawo dostosowywane jest do ludzkich zachcianek i słabości. Sankcjonuje je i dowartościowuje.

“Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” – powiedział Jezus chwilę po tym, jak wygłosił Osiem Błogosławieństw, po tym, jak nazwał swoich uczniów solą ziemi i światłem świata.

“Jak to? Przecież Jezus łamał prawo! A kto uzdrawiał w szabat? Kto pozwalał swoim uczniom łuskać kłosy w szabat?” – zaraz pomyśli ten i ów.

Łamał? Nie łamał. Wypełniał. Wypełniał treścią. Wypełniał konkretem. Wypełniał życiem. Pokazywał, o co w prawie chodzi. Przypominał, że najważniejszym prawem jest przykazanie miłości. Boga, bliźniego, siebie.

W telewizji pokazali strażaków, którzy spontanicznie organizują akcję zbiórki  najpotrzebniejszych rzeczy dla powodzian z jakiejś miejscowości. Ale podobno miejscowy burmistrz ma im za złe, że to robią nie uzyskawszy wcześniej zezwolenia w jego urzędzie. Strażacy nie przestają pomagać. Burmistrz się burmuszy. Kto z nich wypełnia prawo?

“Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim” – powiedział Jezus.

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS
Category: Wszystko  Tags: ,  Leave a Comment

Mam prawo to wiedzieć

27 kwietnia napisałem dla portalu Wiara.pl komentarz zatytułowany “Pytania o pytania“. Można w nim przeczytać m. in.:

“Kilka lat temu sporo mediów odnotowało moją wypowiedź, w której deklarowałem, że chcę wiedzieć, jakimi ludźmi są politycy, których wybieram, aby mnie reprezentowali, łącznie z pewnymi szczegółami ich życia rodzinnego. Niektórzy mocno mnie wyśmiewali. Jednak nadal uważam, że wybierając swojego politycznego reprezentanta mam prawo i obowiązek nie tylko znać jego program, ale również wiedzieć, jakim jest człowiekiem. Dlatego mam nadzieję, że w zaczynającej się kampanii nie zabraknie kierowanych bezpośrednio do kandydatów bardzo ważnych pytań. Na przykład o system wartości, którym się w życiu kierują. Nie tylko w sferze deklaracji. Przede wszystkim w praktyce. Łącznie z takimi „drobnostkami”, jak zgodność słów z czynami, którą niektórzy nazywają prawdomównością. Chcę wiedzieć, czy mój przyszły Prezydent będzie zawsze mówił prawdę, ale też, czy będzie ją mówił z miłością.

Wśród pierwszych jasnych odpowiedzi od kandydatów na Prezydenta RP oczekuję tych na pytania dotyczące kwestii najbardziej podstawowych. A więc tych, które dotyczą sprawy życia każdego człowieka. Życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zanim pójdę wrzucić mój głos do urny, chcę wiedzieć na przykład, czy kandydat, którego wybiorę, będzie w stanie zająć jasne stanowisko w fundamentalnych kwestiach bioetycznych. Jak się zachowa, gdy na jego biurku wyląduje ustawa dopuszczająca sztuczne zapłodnienie lub eutanazję? Czy będzie w stanie nie tylko odrzucać ustawy, ale również występować z inicjatywą ustawodawczą w najważniejszych, życiowych kwestiach?”.

Od wczoraj czytam o politycznej wymowie komunikatu z Konferencji Rady ds. Rodziny KEP, Diecezjalnych Duszpasterzy Rodzin i Diecezjalnych Doradców Życia Rodzinnego, w którym przypomniano, że kto popiera sztuczne zapłodnienie in vitro, nie powinien przystępować do Komunii św. Jednak mało kto zwraca uwagę, że nie znamy stanowiska w tej kwestii wszystkich liczących się kandydatów na stanowisko Prezydenta RP. Znamy stanowisko Bronisława Komorowskiego. Popiera in vitro wbrew nauczaniu Kościoła. Znamy stanowisko Marka Jurka – odrzuca in vitro.

Dzisiaj znalazłem serwisie prywatnej telewizji informację o billboardzie jednej z fundacji zajmujących się obrona życia od poczęcia, którego wymowa jest jednoznacznie polityczna i wymierzona przeciwko jednemu z kandydatów. Z informacji wynika, że działacz tej fundacji twierdzi, iż nie jest jeszcze znane oficjalne stanowisko w kwestii aborcji drugiego z liczących się kandydatów, Jarosława Kaczyńskiego. – Jeśli on też będzie za zabijaniem, też będziemy protestować – deklaruje działacz PRO. Działacz nie wspomina, że to za rządów drugiego z liczących się kandydatów została zmarnowana wyjątkowa okazja dokonania zmian w polskiej Konstytucji, która objęłyby ochroną życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.

Uważam, że jako wyborca i obywatel mam prawo znać odpowiedzi kandydatów na Prezydenta RP na pytania dotyczące kwestii najbardziej podstawowych. Uważam też, że ich obowiązkiem jest udzielenie w tych sprawach jednoznacznych odpowiedzi. Są sprawy, o których starając się o najwyższy urząd w państwie nie wolno milczeć. Myślę, że m. in. dlatego właśnie teraz ukazał się Komunikat z Konferencji Rady ds. Rodziny KEP, Diecezjalnych Duszpasterzy Rodzin i Diecezjalnych Doradców Życia Rodzinnego.

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Stacja III: Nieudany początek

DROGA NA SZCZYT Rekolekcje wielkopostne dla…

Wyszli na boisko jako faworyci. Kibice szaleli. Hala aż się trzęsła od entuzjazmu. Nikt nie miał wątpliwości, że będzie kolejny sukces. Dlatego gdy już w pierwszej minucie stracili kilka punktów zapanowało niedowierzanie. Na trybunach zrobiło się cicho. Telewizyjni komentatorzy bardzo szybko przestali bagatelizować niekorzystny przebieg gry i już od trzeciej minuty zaczęli ostrożnie przygotowywać widzów na klęskę… „Dlaczego już z góry skazaliście nas na porażkę?” – z żalem i pretensjami pytali zawodnicy w czasie przerwy…

To miał być wielki sukces. Biznesplan bez zarzutu. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Każda ewentualność przewidziana. Żadnych zaskoczeń. Pełny profesjonalizm. Wielka inauguracja, na której nie zabrakło najważniejszych. Przychylne komentarze w branży. Oczywiście skrywana zazdrość potencjalnych konkurentów. No ale tego się nie da uniknąć. Wręcz przeciwnie, można to wykorzystać jako dodatkową medytację do lepszej pracy i większego wysiłku. I nagle, pod koniec pierwszego miesiąca działania, okazało się, że w oprogramowaniu, na którym całe przedsięwzięcie stoi, jest poważny błąd. I że przez ten błąd w ciągu niespełna miesiąca narosły ogromne straty, a w dodatku jeden z kontrahentów zaczął grozić sądem. „Trzeba to zamknąć” – powiedział jeden z głównych inwestorów i pomysłodawców. „Taka klęska na początku to zły znak. Ostrzeżenie. Ja się wycofuję”.

Był poniedziałek rano. Jechała na ważne spotkanie. Tydzień zapowiadał bardzo dobrze. Naprawdę obiecująco. Uśmiechnięta zerkała na swoje odbicie w lusterku i nuciła w rytm piosenki granej przez jej ulubioną stację. Nagle, gdy zatrzymała się na czerwonym świetle, najpierw usłyszała dziwny głuchy odgłos uderzenia, a potem poczuła, jak cały samochód skacze do przodu mimo mocno naciśnietego hamulca. Zamknęła oczy, więc nie widziała, jak uderza w bagażnik samochodu przed nią. „Pół godziny później, gdy wszyscy czekali, aż policja wreszcie przebije się przez korki, płakała mężowi do komórki: „Cały tydzień spieprzony. Chyba odwołam wszystkie zaplanowane sprawy. Jeśli poniedziałek tak mi się zaczyna, to nic się w tym tygodniu nie może udać”. Nie chciała słuchać ani jego pocieszeń ani argumentów za tym, aby nie tylko nie odwoływała spotkań zaplanowanych na kolejne dni, ale również, aby nie rezygnowała z tego zaplanowanego na poniedziałek.

Lubię drogi krzyżowe w nowoczesnych kościołach. Zwłaszcza te, których stacje ułożone są nie poziomo, ale wspinają się coraz wyżej i wyżej. No i są umieszczone na jednej ścianie. Gdy się patrzy na taką drogę krzyżową, widać że pierwszy upadek Jezusa miał miejsce zaraz po przyjęciu krzyża. Na samym początku. Zaraz po wyruszeniu na Golgotę. Na jej szczyt. Ilekroć widzę taka drogę krzyżową, pojawia się w mojej świadomości pytanie „A co by było, gdyby Jezus zrezygnował już po tym upadku z dalszej wędrówki? Co by było gdyby się tutaj poddał i nie wstał?”. Zapewne zakatowaliby Go na miejscu. Czyli na pozór efekt byłby taki sam. A jednak Jezus wstał i poszedł dalej. Dlaczego?

W piosence Budki Suflera „Ceń wielkiej góry” powtarza się refren:

„Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!”

Dla ucznia Jezusa nie na rezygnacji z powodu nieudanego początku. Trzeba wstać i iść dalej. Na szczyt.

Ciąg dalszy

Posłuchaj

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

TVP jak Kościół w Afryce

Gazeta Wyborcza ma nowy problem z telewizją publiczną. Właśnie zaczęła się zastanawiać, czy TVP, to antena czy ambona. Skąd jej się to wzięło? Ano stąd, że odkryła, iż w serialach, nadawanych przez publiczną stację, roi się od osób w sutannach i habitach. Można ich zobaczyć w „Siostrach”, „Ojcu Mateuszu”, „Plebanii”, „Złotopolskich”, „Klanie” czy „Ranczu”. „Wszystkie te telenowele łączy jedno: pokazują duchownych w dobrym świetle” – donosi odkrywczo gazeta.

Nie żebym się chwalił, ale ja osobiście pisałem na ten temat prawie rok temu, a co myślę w tej materii łatwo się zorientować po tytule mojego tekstu, który  brzmiał: „Bajka o idealnym księdzu”. Już wtedy twierdziłem, że papierowe postacie duchownych wymyślane przez scenarzystów co prawda są masowo oglądane, ale mają znikomy wpływ na to, w jaki sposób postrzegany jest Kościół katolicki w Polsce. Mają się nijak do tego, jak ludzie widzą i komentują działania księży i osób zakonnych. Nie miałem też wątpliwości, że telewizja emabluje widzów wydumanymi postaciami księży i zakonnic, bo z badań gustów telewidzów wynika, że nie tylko w naszym kraju tego typu produkcje cieszą się dużą oglądalnością. I raczej nie wierzę w tezę stawianą przez prof. Magdalenę Środę, że telewizyjne „seriale mogą wpływać na ludzi, jednocześnie ich bawiąc”. Z mojej skromnej wiedzy na ten temat wynika, że telenowele nie mają na dorosłych widzów nawet części tego niewielkiego wpływu, jaki mają bajki na współczesne dzieci.

Gazeta Wyborcza wietrzy jednak spisek. Zastanawia się, „Czy obecność wyidealizowanych duchownych na ekranach TVP wynika z tego, że telewizją publiczną zawładnęli ludzie o konserwatywnych poglądach, czy może to znak czasu?”. Docieka, że skoro seriale z księżmi w rolach głównych biją w Polsce rekordy oglądalności, czemu w takie produkcje nie inwestują stacje komercyjne? Podchwytliwie pyta eksperta, czy „TVP prowadzi misję ewangelizacji społeczeństwa, jak Kościół w Afryce?”.

Na moje oko Gazeta niepotrzebnie się niepokoi. Mamy raczej do czynienia z modą i próbą wyeksploatowania do granic możliwości pewnych schematów myślowych. To minie. Sam po sobie widzę, że najnowszej propozycji TVP z osobami w habitach po obejrzeniu jednego odcinka nie mam ochoty dalej oglądać. Mam nadzieję, że za jakiś czas przyjdzie moda na seriale o dziennikarzach. I że nie będą to postacie wydumane i papierowe, lecz pełne wewnętrznych sprzeczności, dylematów, prawdziwych problemów. Chociaż obawiam się, że i dziennikarzy łatwiej pokazywać w telewizji jako mędrców i posiadaczy prawdy, do których cały naród ciągnie po radę, jak żyć…

Tekst wygłoszony na antenie Radia eM

Popularity: 4% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Cała władza w ręce… mediów?

„Od dłuższego czasu mam wrażenie, że media nie są władzą czwartą, ale aspirują do roli władzy pierwszej. Wszystko, co się dzieje, podporządkowywane jest mediom. Politycy, tak władzy ustawodawczej, jak i wykonawczej, dbają głównie o to, by dobrze wypaść przed kamerą, a godziny wydarzeń dopasowują do trybu pracy redakcji. To samo dzieje się w organach władzy sądowniczej i wymiaru sprawiedliwości, każde zatrzymanie musi być sfilmowane, żeby można było pokazać je w telewizji. Media weszły w nasze codzienne życie tak bardzo, że nawet nie zdajemy sobie nieraz sprawy z ich obecności (…) Żyjemy w czasach mediokracji” – napisał w maju ubiegłego roku na swym blogu szef fundacji Kidprotect.pl Jakub Śpiewak. Od tego czasu w mediokracji w Polsce uczyniliśmy wielki krok naprzód. A może nawet dwa kroki.

Wiele wskazuje na to, że pracownicy mediów już nie tylko aspirują, ale zaczynają zastępować niektóre z elementów zaproponowanego przez Monteskiusza trójpodziału władzy. Zaczynają uzurpować sobie prawa, których praca w środkach społecznego przekazu im nie daje.

Niedawno rzecznik jednej z telewizji komercyjnych, odpowiadając na zarzut, że jej pracownicy bezprawnie nagrali i rozpowszechnili przebieg zamkniętego spotkania jednego ugrupowań politycznych spokojnie oświadczył, że „Dziennikarze sprawują funkcję kontrolną nad politykami i właśnie dlatego mieli prawo to zrobić”. Jednak czy cel uświęca środki? Dziewięć lat temu Papieska Rada ds. Środków Społecznego Przekazu wypowiadając się na temat etyki w mediach, wskazała, że środki przekazu są „ważnymi narzędziami kontroli publicznej, gdyż ujawniają przypadki niekompetencji, korupcji czy nadużycia zaufania”. Ale w tym samym dokumencie czytamy, że „Osoby pracujące w środkach przekazu i kształtujące ich politykę muszą służyć rzeczywistym potrzebom i interesom zarówno jednostek, jak i grup, na wszystkich płaszczyznach i we wszystkich dziedzinach”. Jakim rzeczywistym potrzebom i interesom służyło puszczenie w telewizji zrobionych pokątnie nagrań z partyjnego spotkania? Czy media nie usiłowały tu zastąpić służb państwowych uprawnionych do kontroli grup społecznych i pojedynczych obywateli?

Redaktor ogólnopolskiego dziennika, broniąc się przed zarzutem, że jego gazeta wysługuje się jednej partii, zapewnił, że jego pismo „Stara się piętnować nadużycia wszystkich polityków różnych ugrupowań w równym stopniu”. I znowu problem. Czy zadaniem gazety, telewizji, radia czy witryny internetowej jest piętnowanie kogokolwiek? Piętnowanie to ostra forma potępienia. Czy jakakolwiek redakcja ma prawo kogoś potępiać? Czy ma prawo wydawać wyroki? Czy jest wymiarem sprawiedliwości?

Dziennikarze i dysponenci mediów coraz intensywniej zaczynają myśleć o sobie równocześnie w kategoriach policji, prokuratorów, sądów i autorytetów moralnych. Niestety, w tym przekonaniu utwierdzają ich politycy, i to bardzo wysokiego szczebla. Organizowanie spektakli, w których gromada dziennikarzy niczym oficerowie śledczy przesłuchuje polityków, nie tylko jest w złym guście, ale prowadzi zarówno uczestników, jak i obserwatorów takich wydarzeń do błędnych wniosków na temat mechanizmów funkcjonowania naszego państwa.

W cytowanym już dokumencie „Etyka w środkach społecznego przekazu” Papieska Rada wskazała, że media przynoszą korzyść społeczeństwu ułatwiając świadomy udział obywateli w życiu politycznym. Jednoczą ludzi w dążeniu do wspólnych celów, a przez to pomagają im tworzyć i utrzymywać autentyczne wspólnoty polityczne. „Media są niezbędne we współczesnych społeczeństwach demokratycznych. Dostarczają informacji o problemach i wydarzeniach, o osobach sprawujących urzędy i kandydujących na stanowiska publiczne. Pozwalają rządzącym porozumiewać się ze społeczeństwem w pilnych sprawach szybko i bezpośrednio” – czytamy w dokumencie. Jak już zostało wspomniane, media są ważnymi narzędziami kontroli publicznej, gdyż ujawniają przypadki niekompetencji, korupcji czy nadużycia zaufania, a zarazem powinny wskazywać pozytywne przykłady kompetencji oraz działania w interesie publicznym i sumienności.

Duża cześć mediów w Polsce wybrała łatwiejszą drogę. Ograniczają się jedynie do tropienia zła. Wielu dziennikarzy już nie przeprowadza wywiadów, lecz przesłuchuje swoich rozmówców. Podejrzliwość i nieufność zaczyna dominować, nie ma natomiast prawie wcale promowania postaw właściwych, wskazywania przykładów pozytywnych. Świat polityki jawi się wielu odbiorcom mediów jako dziedzina przesiąknięta złem, którą zajmują się wyłącznie ludzie o nieczystych intencjach. A to nieprawda. Obraz polityki w naszych mediach jest fałszywy. Tymczasem jak przypomina Papieska Rada ds. mediów „Przekaz społeczny musi być prawdziwy, ponieważ prawda jest istotnym warunkiem indywidualnej wolności i autentycznej wspólnoty między ludźmi”.

Środki przekazu cieszą się w Polsce ogromnym zaufaniem. Nie uprawnia ich to jednak do przywłaszczania sobie jakiejkolwiek części władzy publicznej. Nie mogą zastępować ani władzy ustawodawczej, ani wykonawczej, ani sądowej. Nie mogą również pozwalać na to, aby politycy lub przedstawiciele którejkolwiek ze sfer władzy, nimi manipulowali i wykorzystywali do fałszowania obrazu rzeczywistości. Zaufanie odbiorców nie jest dane mediom raz na zawsze. Warto, żeby ich pracownicy o tym pamiętali. I nie usiłowali zaprowadzić mediokracji.

Tekst został dwa tygodnie temu zaproponowany jednemu z polskich dzienników. Do dziś się nie ukazał, choć nie padła wyraźna odmowa druku.

Popularity: 5% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS