<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>stukam.pl</title>
	<atom:link href="http://stukam.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://stukam.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 20 May 2012 08:30:43 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>O duszpasterzu i ekumeniźmie</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/20/o-duszpasterzu-i-ekumenizmie/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/20/o-duszpasterzu-i-ekumenizmie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 May 2012 08:30:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Palabra</dc:creator>
				<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Mężczyzna]]></category>
		<category><![CDATA[Polecamy]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystko]]></category>
		<category><![CDATA[bractwo św. piusa x]]></category>
		<category><![CDATA[ekumenizm]]></category>
		<category><![CDATA[lefebryści]]></category>
		<category><![CDATA[o. ludwik wiśniewski op]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7267</guid>
		<description><![CDATA[Skończyłem czytać książkę pożyczoną od mamy, mianowicie rozmowy Bożeny Szaynok z o. Ludwikiem Wiśniewskim OP opatrzone tytułem &#8222;Duszpasterz&#8221;. Kolejny ciekawy tegoroczny tytuł spod znaku Znaku (gra słowna zamierzona). &#160; Zainteresowałem się książką nie tylko z polecenia mamy, ale przede wszystkim po tym, jak kilka lat wstecz miałem okazję słuchać o. Wiśniewskiego jako jednego z uczestników dyskusji panelowej, jaka odbyła się w Urzędzie Miasta Sopotu w związku z promocją książki dr. Aleksandra Halla &#8222;Osobista historia III RP&#8221;. Spotkanie było ciekawe, różne osoby w różny sposób i poruszając różne zagadnienia wypowiadały się w jej toku, mniej lub bardziej trafnie czy w ogóle na temat. A o. Ludwik zabrał głos może max 3 razy, ale to co powiedział, było bardziej trafne niż wszystkie pozostałe razem wzięte. Trafiał do serca, choć mówił nie tylko o sprawach wiary, ale głównie w kontekście książki o problemach społecznych Kościoła, o roli osób które czy to w okresie PRLu, czy także dzisiaj odgrywały rolę w polityce, nie wstydząc się swoich poglądów na temat wiary i należnego jej miejsca w przestrzeni publicznej. &#160; Później był szum medialny wokół listu, który o. Wiśniewski napisał do nuncjusza apostolskiego w Polsce, w mojej ocenie zdecydowanie słusznie akcentując problemy polskiego Kościoła, konkretnie, nazywając [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Skończyłem czytać książkę pożyczoną od mamy, mianowicie rozmowy Bożeny Szaynok z o. Ludwikiem Wiśniewskim OP opatrzone tytułem &#8222;Duszpasterz&#8221;. Kolejny ciekawy tegoroczny tytuł spod znaku Znaku (gra słowna zamierzona).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zainteresowałem się książką nie tylko z polecenia mamy, ale przede wszystkim po tym, jak kilka lat wstecz miałem okazję słuchać o. Wiśniewskiego jako jednego z uczestników dyskusji panelowej, jaka odbyła się w Urzędzie Miasta Sopotu w związku z promocją książki dr. Aleksandra Halla &#8222;Osobista historia III RP&#8221;. Spotkanie było ciekawe, różne osoby w różny sposób i poruszając różne zagadnienia wypowiadały się w jej toku, mniej lub bardziej trafnie czy w ogóle na temat. A o. Ludwik zabrał głos może max 3 razy, ale to co powiedział, było bardziej trafne niż wszystkie pozostałe razem wzięte. Trafiał do serca, choć mówił nie tylko o sprawach wiary, ale głównie w kontekście książki o problemach społecznych Kościoła, o roli osób które czy to w okresie PRLu, czy także dzisiaj odgrywały rolę w polityce, nie wstydząc się swoich poglądów na temat wiary i należnego jej miejsca w przestrzeni publicznej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Później był szum medialny wokół listu, który o. Wiśniewski napisał do nuncjusza apostolskiego w Polsce, w mojej ocenie zdecydowanie słusznie akcentując problemy polskiego Kościoła, konkretnie, nazywając je po imieniu. KEP był on nie w smak, bo w dużej mierze punktował słabości właśnie biskupów, więc z wielu stron padały pod adresem autora listu różne dziwne zarzuty, niezrozumiałe dla mnie posądzenia go o szkodzenie tym listem Kościołowi. Niezrozumiałe tym bardziej, że wnioski z listu były konkretne i wg mnie sensowne &#8211; propozycja debaty nad sytuacją Kościoła w Polsce w celu podjęcia próby zaradzenia obecnej sytuacji, debat z udziałem wszystkich mieszczących się w tym Kościele, bez względu na prezentowane poglądy. Z w/w książki dowiedziałem się, co mnie jeszcze bardziej zniesmaczyło, że o. Wiśniewski i abp. Michalik, który był jednym z najgłośniej krzyczących na autora w kontekście listu, znali się z czasów wspólnych studiów na ówczesnej ATK, byli na &#8222;ty&#8221;. Nie rozumiem więc tym bardziej takiego a nie innego zachowania abp. Michalika i jego zarzutów wobec o. Ludwika &#8211; są one tylko o tyle zrozumiałe, że de facto list adresowany był w pewnym sensie właśnie do niego jako przewodniczącego KEP.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ja tę książkę bardzo polecam. Wyłania się z niej obraz człowieka, który zarówno dla ludzi, jak i dla Polski zrobił wiele. Owszem, był niepokorny, nie bał się podejmować decyzji, na które krzywo (mniej lub bardziej słusznie) mogli patrzeć jego przełożeni. Ale działał i to na polu, na którym niezbyt wielu w tamtych czasach (o. Ludwik do dziś) działało. Nie siedział i nie czekał na ludzi w kościele czy w zakrystii &#8211; ale wychodził do nich, sam ich szukał, a przychodzili nie tylko ci, którzy z Bogiem i Kościołem żyli dobrze, ale wręcz przeciwnie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&gt;&gt;&gt;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wiele dzieje się w tych dniach na polu ekumenizmu. Od dłuższego czasu media katolickie wskazują &#8211; słusznie &#8211; iż nigdy w historii nie było tak blisko pojednaniu lefebrystów (Bractwo św. Piusa X) ze Stolicą Apostolską. Owszem, ekskomunikę Benedykt XVI zniósł, jednak nadal nie jest uregulowany statut Bractwa w Kościele. Niektóre tytuły odtrąbiły wręcz już sukces i pojednanie, jednak okazuje się, iż samo Bractwo w osobach jego 4 biskupów jest podzielone w zakresie stanowiska wobec wypracowywanej z Watykanem preambuły doktrynalnej. Co ciekawe, układ głosów nie jest równy &#8211; &#8222;za&#8221; jest przełożony generalny bp Bernard Fellay, &#8222;przeciw&#8221; zaś pozostali 3 biskupi. Istnieje szansa, iż powstanie więc kolejna &#8211; na wzór Opus Dei &#8211; prałatura personalna, na której czele bp. Fellay właśnie mógłby stanąć. Pytanie &#8211; czy w jej ramach uregulowana zostanie w całości kwestia lefebrystów, czy też dojdzie do podziału, część podąży za bp. Fellayem do pełnej jedności z Kościołem, a część wybierze inną drogę? Możliwe jest jeszcze jedno rozwiązanie &#8211; wszyscy albo nikt &#8211; na które powołuje się portal wiara.pl: &#8222;Watykaniści sądzą, że słowa te wskazują, iż warunkiem jedności z Rzymem będzie podpisanie przez każdego z biskupów i księży preambuły doktrynalnej&#8221;. Jest pole do modlitwy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jest już natomiast praktycznie pewne, że w 2012 r. dojdzie do zjednoczenia wspólnot reformowanej i luterańskiej we Francji, w ramach której kościół luterański przestanie istnieć, zaś jego członkowie staną się członkami kościoła reformowanego, funkcjonującego odtąd jako Zjednoczony Kościół Protestancki we Francji. Będzie to wspólnota ok. 350 000 wiernych. Jak wskazuje wiara.pl, &#8222;wybrano model pojednanej różnorodności: powstanie jeden synod, pastorzy będą posługiwać obu wspólnotom, natomiast obie rodziny duchowe będą nadal istnieć w swej specyfice, szczególnie w dziedzinie liturgii i organizacji lokalnej.&#8221; Trzeba się cieszyć z tego pojednania, choć faktem jest, iż wspólnota bardziej liberalna wchłania tę bardziej tradycyjną. Jest to jednak krok na przód, ku budowaniu jedności. Krok w dobrym kierunku.</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7267&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/20/o-duszpasterzu-i-ekumenizmie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powód do radości</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/19/powod-do-radosci/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/19/powod-do-radosci/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 May 2012 13:10:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Artur Stopka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Mężczyzna]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7263</guid>
		<description><![CDATA[Jezus powiedział do swoich uczniów: &#8222;Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. &#160; Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca&#8221;. (J 16,23b-28) &#160; Jezus powiedział: „Opuszczam świat i idę do Ojca”. Ale nie powiedział do swoich uczniów: „Opuszczam was”. Nie powiedział: „Zrobiłem co do Mnie należy, a teraz sobie sami radźcie”. Nie zostawił nas, którzy w Niego uwierzyliśmy, na pastwę wrogiego świata. Nie należy mylić czegoś, co po ludzku traktujemy jako rozstanie, z opuszczeniem. To chwilowa rozłąka, która prowadzi z absolutną pewnością do ponownego spotkania. Jezus przyjdzie powtórnie na końcu czasów. &#160; Ale również w czasie rozłąki nie przestaje się o nas troszczyć. Nie wypadamy nie tylko ze sfery Jego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Jezus powiedział do swoich uczniów: &#8222;Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca&#8221;. (J 16,23b-28)</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jezus powiedział: „Opuszczam świat i idę do Ojca”. Ale nie powiedział do swoich uczniów: „Opuszczam was”. Nie powiedział: „Zrobiłem co do Mnie należy, a teraz sobie sami radźcie”. Nie zostawił nas, którzy w Niego uwierzyliśmy, na pastwę wrogiego świata. Nie należy mylić czegoś, co po ludzku traktujemy jako rozstanie, z opuszczeniem. To chwilowa rozłąka, która prowadzi z absolutną pewnością do ponownego spotkania. Jezus przyjdzie powtórnie na końcu czasów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ale również w czasie rozłąki nie przestaje się o nas troszczyć. Nie wypadamy nie tylko ze sfery Jego zainteresowania, ale przede wszystkim ze sfery miłości Bożej. Jezus zapewnił: „O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje”. Powiedział: „Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna”. Zapowiadając rozłąkę, nie mówił o smutku. Mówił o radości, jaką niesie wysłuchanie naszych modlitw.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>„Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga” – powiedział Jezus. Jak się tu nie cieszyć. Czy może być lepszy powód do radości, niż świadomość, że się kocha i jest się kochanym?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Komentarz dla Radia eM</em></p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7263&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/19/powod-do-radosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przyczajona książka</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/19/przyczajona-ksiazka/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/19/przyczajona-ksiazka/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 May 2012 09:24:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dorka (Dorota Wolanin)</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Fabian Błaszkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Przyczajony Chrystus ukryty Bóg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7261</guid>
		<description><![CDATA[W naszym domu książka Fabbsa &#8222;Przyczajony Chrystus ukryty Bóg&#8221; żyje własnym życiem.  Zawsze, kiedy potrzebuję po nią sięgnąć, nie ma jej. Zapewne czai się i ukrywa, jak to ma zadane w tytule. Wyłazi w czasie, kiedy aż tak bardzo jej nie potrzebuję. To znaczy pewnie jest zupełnie odwrotnie, bo gdyby było, jak myślę, to książka zawsze leżałaby w miejscu, w którym ostatnio została odłożona, albo nawet i na swoim miejscu. Ona zapewne nie jest mi potrzebna, wtedy kiedy ja chcę po nią sięgnąć. Z pewnością bardziej jest mi potrzebna, kiedy sama wychodzi z ukrycia i przyczajenia. To tylko ja nie potrafię tego rozeznać. Od wczoraj bardzo jej potrzebuję. Kilkakrotnie przeszukałam cały dom. Nigdzie jej nie ma. Ostatnio też tak było. Po jakimś czasie od moich poszukiwań okazywało się, że leży na wierzchu i niemożliwością było jej nie zauważyć. Moja Babcia w takich sytuacjach mówiła, że diabeł położył na poszukiwanym przedmiocie ogon. Z książką ojca Fabiana tak nie jest. Jej zniknięcia nie są sprawką diabła, a tego, że ona na pewno żyje własnym życiem. I pomimo tego, iż myślę, że książka jest mi TERAZ bardzo potrzebna, musi być zupełnie na odwrót.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W naszym domu książka Fabbsa &#8222;Przyczajony Chrystus ukryty Bóg&#8221; żyje własnym życiem.  Zawsze, kiedy potrzebuję po nią sięgnąć, nie ma jej. Zapewne czai się i ukrywa, jak to ma zadane w tytule. Wyłazi w czasie, kiedy aż tak bardzo jej nie potrzebuję. To znaczy pewnie jest zupełnie odwrotnie, bo gdyby było, jak myślę, to książka zawsze leżałaby w miejscu, w którym ostatnio została odłożona, albo nawet i na swoim miejscu. Ona zapewne nie jest mi potrzebna, wtedy kiedy ja chcę po nią sięgnąć. Z pewnością bardziej jest mi potrzebna, kiedy sama wychodzi z ukrycia i przyczajenia. To tylko ja nie potrafię tego rozeznać.</p>
<p>Od wczoraj bardzo jej potrzebuję. Kilkakrotnie przeszukałam cały dom. Nigdzie jej nie ma. Ostatnio też tak było. Po jakimś czasie od moich poszukiwań okazywało się, że leży na wierzchu i niemożliwością było jej nie zauważyć. Moja Babcia w takich sytuacjach mówiła, że diabeł położył na poszukiwanym przedmiocie ogon. Z książką ojca Fabiana tak nie jest. Jej zniknięcia nie są sprawką diabła, a tego, że ona na pewno żyje własnym życiem. I pomimo tego, iż myślę, że książka jest mi TERAZ bardzo potrzebna, musi być zupełnie na odwrót.</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7261&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/19/przyczajona-ksiazka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Słowa są jak dzieci</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/18/slowa-sa-jak-dzieci/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/18/slowa-sa-jak-dzieci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 May 2012 17:27:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dorka (Dorota Wolanin)</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobieta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7256</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj rano wstałam jak zawsze i dopóki nie zadzwoniłam do wydawnictwa, nie wiedziałam, że książka już na mnie czeka. Wydrukowana, oprawiona, gotowa. Przed południem zjawiłam się w wydawnictwie i zaraz za progiem czekały opisane paczki: &#8222;Anioły Mojego Dzieciństwa&#8221;. Zabrałam je do domu, bo mają jechać ze mną do Mojego Miasta. Paczki postawiłam w dużym pokoju. Nie rozpakowałam ich. Książki tkwią wszystkie na miejscu, tak jak je zapakował wydawca. Teraz stoją i czekają aby je otworzyć. Czekają na jutrzejsze wydarzenie. Czekają, aż zostaną uwolnione. Czekają, by zacząć żyć własnym życiem. I w tym miejscu radość i rozemocjonowanie zaczynają się mieszać z lękiem. To całkiem tak samo, jak troska o dziecko, które po raz pierwszy samodzielnie wychodzi z domu. I jeszcze tak samo, jak troska o dziecko, które opuszcza już dom rodzinny. Dmuchanie, chuchanie na każde słowo, każde zdanie, które tworzy opowieść, podobnie jak dmucha i chucha się na swoją latorośl. Zawarłam tam tak dużo własnych przeżyć i stanu ducha &#8211; nieskrywanych, bez maski. Autentycznych przemyśleń pochodzących z najwcześniejszych lat. W krótkich zdaniach byłam tam tylko osobą dorosłą. Cała opowieść zbudowana jest z odczuć i doznań dziecka&#8230; Pamiętam niepokój mojej Mamy, kiedy rozpoczynałam życie na własny rachunek. Wczoraj znowu się do mnie odezwała słowami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj rano wstałam jak zawsze i dopóki nie zadzwoniłam do wydawnictwa, nie wiedziałam, że książka już na mnie czeka. Wydrukowana, oprawiona, gotowa. Przed południem zjawiłam się w wydawnictwie i zaraz za progiem czekały opisane paczki: &#8222;Anioły Mojego Dzieciństwa&#8221;. Zabrałam je do domu, bo mają jechać ze mną do Mojego Miasta. Paczki postawiłam w dużym pokoju. Nie rozpakowałam ich. Książki tkwią wszystkie na miejscu, tak jak je zapakował wydawca. Teraz stoją i czekają aby je otworzyć. Czekają na jutrzejsze wydarzenie. Czekają, aż zostaną uwolnione. Czekają, by zacząć żyć własnym życiem.</p>
<p>I w tym miejscu radość i rozemocjonowanie zaczynają się mieszać z lękiem. To całkiem tak samo, jak troska o dziecko, które po raz pierwszy samodzielnie wychodzi z domu. I jeszcze tak samo, jak troska o dziecko, które opuszcza już dom rodzinny. Dmuchanie, chuchanie na każde słowo, każde zdanie, które tworzy opowieść, podobnie jak dmucha i chucha się na swoją latorośl. Zawarłam tam tak dużo własnych przeżyć i stanu ducha &#8211; nieskrywanych, bez maski. Autentycznych przemyśleń pochodzących z najwcześniejszych lat. W krótkich zdaniach byłam tam tylko osobą dorosłą. Cała opowieść zbudowana jest z odczuć i doznań dziecka&#8230; Pamiętam niepokój mojej Mamy, kiedy rozpoczynałam życie na własny rachunek. Wczoraj znowu się do mnie odezwała słowami wypowiedzianymi z ust Dużej Małej Dziewczynki. Duża Mała Dziewczynka od początku swojego życia sprawiała wrażenie, jakby była kolejnym wcieleniem mojej Mamy. I to, co wczoraj do mnie powiedziała&#8230; nie jak córka do matki, ale jak matka do córki&#8230; w dodatku konkretna matka do konkretnej córki&#8230; Nigdy w życiu nikt nigdy nie mówił mi czegoś takiego &#8211; za to niejednokrotnie mówiła moja Mama i wczoraj, nie wiedząc o tym,  powiedziała Duża Mała Dziewczynka.</p>
<p>Pamiętam własne lęki, gdy moje dzieci opuszczały dom idąc do szkoły i dalej ku przyszłości.</p>
<p>I teraz wypuszczam te moje słowa-dzieci w świat z całą moją i ich wrażliwością. Tak, jak ptak wypuszcza młode, jak rodzice wypuszczają dzieci. Oby nie padły na grunt ludzkiej zawiści i nienawiści. O to boją się rodzice najbardziej, gdy ich dziecko zaczyna samodzielne wędrowanie przez życie. Nieważne czy ma 7, czy 27 lat. I chociaż książka nie jest mną, bardzo się starałam, by czytelnik mógł się uosobić z tym dzieckiem poznającym świat, to przecież każde słowo i zdanie, które tak pieściłam na wszystkich etapach pracy nad książką jest cząstką mnie, bo wyszło ze mnie. Z mojego postrzegania świata, z tej mojej takiej, a nie innej wrażliwości.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Myśląc jak będzie, gdy książka się ukaże, spodziewałam się różnych uczuć. Na pewno nie przewidziałam takiego.</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7256&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/18/slowa-sa-jak-dzieci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pasmo</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/18/pasmo/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/18/pasmo/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 May 2012 17:12:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Artur Stopka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Mężczyzna]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7248</guid>
		<description><![CDATA[- Coś ci dolega? Wyglądasz, jak z krzyża zdjęty. - Tylko bez pobożnych porównań, bo dam kopa. - Au, co jest grane? Jakiś ksiądz cię skrzywdził na moralności czy co? - A żebyś wiedział, że mnie skrzywdził. Na duszy. I na wierze. - Rozgrzeszenia ci nie dał? Radia pewnego kazał słuchać? Albo od masonów wyzwał? - Gorzej. Zabrał się za tłumaczenie ludziom, po co Jezus przyszedł na ziemię. - Co w tym takiego złego? Ksiądz powinien wiedzieć takie rzeczy i innym o tym opowiadać. - No to życzę ci, żebyś też usłyszał to kazanie. Nareszcie się dowiesz, że Chrystus przyszedł po to, aby zamienić twoje życie w pasmo niekończących się udręk. - Moje? - Każdego, a zwłaszcza tych, co w Niego uwierzą. - Tak mówił? - Tak to zrozumiałem. Katolik, któremu coś się udaje, a nie daj Boże, odniesie jakiś sukces w wymiarze doczesnym, jest wysoce podejrzany, ma pakt z diabłem i może się pożegnać z szansą na zbawienie. Jezus nawet na niego nie spojrzy, bo to menda i satanista. - Co takiego? - Do nieba idą tylko wiecznie prześladowane przez ten świat ofiary i ci, którzy do niczego w życiu nie doszli. Reszta wynocha. - Tak powiedział ksiądz na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://stukam.pl/2012/05/18/pasmo/rat_race-2/" rel="attachment wp-att-7253"><img class="alignleft  wp-image-7253" title="rat_race" src="http://stukam.pl/wp-content/uploads/2012/05/rat_race.gif" alt="" width="195" height="183" /></a>- Coś ci dolega? Wyglądasz, jak z krzyża zdjęty.</p>
<p>- Tylko bez pobożnych porównań, bo dam kopa.</p>
<p>- Au, co jest grane? Jakiś ksiądz cię skrzywdził na moralności czy co?</p>
<p>- A żebyś wiedział, że mnie skrzywdził. Na duszy. I na wierze.</p>
<p>- Rozgrzeszenia ci nie dał? Radia pewnego kazał słuchać? Albo od masonów wyzwał?</p>
<p>- Gorzej. Zabrał się za tłumaczenie ludziom, po co Jezus przyszedł na ziemię.</p>
<p>- Co w tym takiego złego? Ksiądz powinien wiedzieć takie rzeczy i innym o tym opowiadać.</p>
<p>- No to życzę ci, żebyś też usłyszał to kazanie. Nareszcie się dowiesz, że Chrystus przyszedł po to, aby zamienić twoje życie w pasmo niekończących się udręk.</p>
<p>- Moje?</p>
<p>- Każdego, a zwłaszcza tych, co w Niego uwierzą.</p>
<p>- Tak mówił?</p>
<p>- Tak to zrozumiałem. Katolik, któremu coś się udaje, a nie daj Boże, odniesie jakiś sukces w wymiarze doczesnym, jest wysoce podejrzany, ma pakt z diabłem i może się pożegnać z szansą na zbawienie. Jezus nawet na niego nie spojrzy, bo to menda i satanista.</p>
<p>- Co takiego?</p>
<p>- Do nieba idą tylko wiecznie prześladowane przez ten świat ofiary i ci, którzy do niczego w życiu nie doszli. Reszta wynocha.</p>
<p>- Tak powiedział ksiądz na kazaniu? Opowiadasz.</p>
<p>- Mówił jeszcze, że chrześcijanin nie ma prawa szukać radości i satysfakcji na tym świecie. A o szczęściu, choćby takim malutkim, zapomnij. Liczy się tylko nagroda w wieczności.</p>
<p>- Ty wiesz, że nie rozumiem twojej reakcji. O ile wiem, ostatnie tygodnie w twoim życiu nie były szczególnie udane. Z roboty mało nie wyleciałeś, bo się postawiłeś szefowi, dziecko ci z roweru spadło i rękę złamało, żona w bardzo trudnej ciąży&#8230;</p>
<p>- Też poszedłem szukać pocieszenia w kościele i takie coś usłyszałem! Nic, tylko się upić.</p>
<p>- Taaa&#8230; Tylko ci jeszcze kaca brakuje do tego pasma udręk&#8230;</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7248&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/18/pasmo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>For Dummies</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/17/for-dummies/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/17/for-dummies/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 May 2012 14:20:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Artur Stopka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Mężczyzna]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7245</guid>
		<description><![CDATA[Zaintrygowało mnie to, co się zaczęło dziać w kraju wokół czegoś, co jeden z poważnych kanałów telewizyjnych z całą powagą nazwał hymnem polskiej reprezentacji na Euro 2012. Okazało się, że nawet w takiej kwestii może dojść do ogólnonarodowych dysput, w których poglądy polityczne będą wytyczać gusty muzyczne, a odwoływanie się do patriotyzmu będzie jednym z podstawowych argumentów. &#160; Przyznam, że gdy rankiem po owej nocy, podczas której selekcjoner przedstawił szeroką kadrę naszych kopaczy na budzącą wiele emocji nie tylko sportowych imprezę, natknąłem się na wiadomość o wyborze piosenki zespołu „Jarzębina”, roześmiałem się na głos. Doszedłem do wniosku, że nareszcie społeczeństwo wykazało się poczuciem humoru i wpadłem w podziw dla narodu, w którym znalazło się aż tylu ludzi potrafiących nabrać dystansu do nadmuchiwanego niczym balon tematu mistrzostw starego kontynentu w bieganiu po trawie za opakowaną w skórę porcją powietrza. &#160; Rychło jednak okazało się, że być może wysyłający sms-y nieźle się przy tym bawili, ale tak naprawdę, żartów z piosenką nie ma. Dyżurni komentatorzy medialni natychmiast zajęli skrajne stanowiska, wytwarzając niebezpiecznie wysokie napięcie pomiędzy hańbą narodową, a obdarzoną tym samym przymiotnikiem dumą. Kolejne publikacje związane z utworem skłaniają mnie do przypuszczeń, że już wkrótce zainteresują się nim Najwyższa Izba Kontroli, CBA, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaintrygowało mnie to, co się zaczęło dziać w kraju wokół czegoś, co jeden z poważnych kanałów telewizyjnych z całą powagą nazwał hymnem polskiej reprezentacji na Euro 2012. Okazało się, że nawet w takiej kwestii może dojść do ogólnonarodowych dysput, w których poglądy polityczne będą wytyczać gusty muzyczne, a odwoływanie się do patriotyzmu będzie jednym z podstawowych argumentów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Przyznam, że gdy rankiem po owej nocy, podczas której selekcjoner przedstawił szeroką kadrę naszych kopaczy na budzącą wiele emocji nie tylko sportowych imprezę, natknąłem się na wiadomość o wyborze piosenki zespołu „Jarzębina”, roześmiałem się na głos. Doszedłem do wniosku, że nareszcie społeczeństwo wykazało się poczuciem humoru i wpadłem w podziw dla narodu, w którym znalazło się aż tylu ludzi potrafiących nabrać dystansu do nadmuchiwanego niczym balon tematu mistrzostw starego kontynentu w bieganiu po trawie za opakowaną w skórę porcją powietrza.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Rychło jednak okazało się, że być może wysyłający sms-y nieźle się przy tym bawili, ale tak naprawdę, żartów z piosenką nie ma. Dyżurni komentatorzy medialni natychmiast zajęli skrajne stanowiska, wytwarzając niebezpiecznie wysokie napięcie pomiędzy hańbą narodową, a obdarzoną tym samym przymiotnikiem dumą. Kolejne publikacje związane z utworem skłaniają mnie do przypuszczeń, że już wkrótce zainteresują się nim Najwyższa Izba Kontroli, CBA, a może nawet Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W ogólnym zamieszaniu udało się zagdakać nie tylko samą piosenkę, ale również obrzydzić życie grupie kobiet, które dotychczas ze śpiewania kantyczek piosenek czerpały radość i satysfakcję.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Gdy tak w rozmowie dzieliłem się swoimi refleksjami odnośnie „Koko Euro spoko”, jeden ze znajomych stwierdził autorytatywnie, że on się niczemu nie dziwi, bo zna casus polskiego wydania słynnej serii książek poradnikowych „For Dummies”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Znawcy angielszczyzny twierdzą, że najwłaściwsze tłumaczenie tytułu serii brzmi swojsko i po prostu: „Dla głupich”. Tymczasem w naszym kraju, podobno jako jedynym na świecie, wydawca ze względów marketingowych zdecydował się na całkowitą zmianę sensu tytułu cyklu. Ale i tak trzeba było dokonywać korekty łagodzącej i jeszcze bardziej wypaczającej pierwotny zamysł anglojęzycznych inicjatorów serii, która ponoć liczy już 1700 tytułów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W Polsce książki dla głupoli ukazywały się początkowo pod hasłem „Dla opornych”. Ale chyba nawet to było dla potencjalnych czytelników w naszym kraju zbyt trudne do przełknięcia, skoro obecnie seria nosi dumne zawołanie: „Dla bystrzaków”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jak można przeczytać na polskojęzycznej internetowej stronie całej serii: „Bystry daje radę”. Oj daje.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Tekst wygłoszony na antenie Radia eM</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>PS. Seria &#8222;For Dummies&#8221; dzieli się na kategorie tematyczne. Jest wśród nich kategoria poświęcona religii i rozwojowi duchowemu. Na oryginalnej (anglojęzycznej) stronie wydawcy jest w tej kategorii dwadzieścia pięć tytułów. Na polskiej stronie, tej &#8222;Dla bystrzaków&#8221;, kategoria jest uwzględniona. Nie ma w niej ani jednego tytułu&#8230;</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7245&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/17/for-dummies/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wszystko i nawet</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/16/wszystko-i-nawet/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/16/wszystko-i-nawet/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 22:44:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dorka (Dorota Wolanin)</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wszystko]]></category>
		<category><![CDATA[chyba egzystencjalnie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7239</guid>
		<description><![CDATA[Dał mi wszystko naraz. &#160; 1. Książkę. 2. Wymianę z Bośnią i Hercegowiną. 3. Przygotowania do obozu. 4. Zabieg. &#160; Nawet te pieprzone zęby. I chociaż to kreślenie za bardzo nie pasuje do kontekstu, to do bólu, jaki dało, jak najbardziej. &#160; Wszystko zapewne dlatego, żebym nie popadła w samouwielbienie.  Mogłabym &#8211; tak czasami lubię &#8211; rozczulić się zbytnio nad jedną sprawą, gdyby sprawy działy się w jakiejś kolejności i następowały po sobie. Każda z nich zajmuje miesiące, bywa, że lata. A tak masz &#8211; rzut na głęboką wodę. Przecież On nigdy nie daje więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć. Zwykle ludzie tak mówią, chcąc się pocieszyć w cierpieniu. Ale przy darach tak wielkich jakie otrzymuję, powiedzenie to zawiera w sobie taką samą analogię jak to, że trzeba umieć dawać. To znaczy, człowiek człowiekowi musi umieć dawać. Bo przecież On umie. Może zawsze dawał mi dużo, tylko bałam się brać? Tak. Zapewne. Pewnie też nauczyłam się prosić. O wszystko. Prosić w myśl zasady św. Ignacego. I pewnie też nauczyłam się pragnąć wszystkiego, ale nie tak jakby to było najważniejsze i cośkolwiek warunkowało. Nie, jednak nie wszystkiego. Są pragnienia, które mnie spalają. Zupełnie niepotrzebnie. I tych pragnień nie powinnam mieć. Czasem udaje mi się je [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dał mi wszystko naraz.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>1. Książkę.</p>
<p>2. Wymianę z Bośnią i Hercegowiną.</p>
<p>3. Przygotowania do obozu.</p>
<p>4. Zabieg.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nawet te pieprzone zęby. I chociaż to kreślenie za bardzo nie pasuje do kontekstu, to do bólu, jaki dało, jak najbardziej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wszystko zapewne dlatego, żebym nie popadła w samouwielbienie.  Mogłabym &#8211; tak czasami lubię &#8211; rozczulić się zbytnio nad jedną sprawą, gdyby sprawy działy się w jakiejś kolejności i następowały po sobie. Każda z nich zajmuje miesiące, bywa, że lata. A tak masz &#8211; rzut na głęboką wodę. Przecież On nigdy nie daje więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć. Zwykle ludzie tak mówią, chcąc się pocieszyć w cierpieniu. Ale przy darach tak wielkich jakie otrzymuję, powiedzenie to zawiera w sobie taką samą analogię jak to, że trzeba umieć dawać. To znaczy, człowiek człowiekowi musi umieć dawać. Bo przecież On umie.</p>
<p>Może zawsze dawał mi dużo, tylko bałam się brać? Tak. Zapewne.</p>
<p>Pewnie też nauczyłam się prosić. O wszystko. Prosić w myśl zasady św. Ignacego. I pewnie też nauczyłam się pragnąć wszystkiego, ale nie tak jakby to było najważniejsze i cośkolwiek warunkowało.</p>
<p>Nie, jednak nie wszystkiego. Są pragnienia, które mnie spalają. Zupełnie niepotrzebnie. I tych pragnień nie powinnam mieć. Czasem udaje mi się je zepchnąć na taką głębokość, że gdyby były materialne, nie byłoby żadnych prawideł na wyciągnięcie ich z tej głębi. Ale nie należą do świata materialnego. Są w duszy. Tkwią gdzieś na granicy świadomości i nieświadomości. Często aż bolą od swojego bycia. Nie są ciężarem. Są ogniem. I choć ogień można ugasić, ten jest jak świeczka prestidigitatora &#8211; po zgaszeniu pojawia się znowu.</p>
<p>Wszystko dał po coś.</p>
<p>Wujek wczorajszej nocy zapytał: &#8211; Ty to wszystko ogarniasz?</p>
<p>Ogarniam co jest do zrobienia. Nie ogarniam, co pozornie jest do zrozumienia. Czasem pytam innych, proszę o pomoc w zrozumieniu. Ale ci nie chcą odpowiadać.</p>
<p>Nie chcieć zrozumieć powinno być moim naczelnym pragnieniem, jeszcze przed tym, by nie pragnąć wcale.</p>
<p>Abym ogarnęła, dał mi moment zatrzymania. Zatrzymał moją świadomość, zdaje się życie, na krótką chwilę. Bo czym jest kilka godzin, nawet jeżeli dla innych dłużyły się w nieskończoność, w porównaniu z latami, które poza mną? To była krótka chwila, po której zorientowałam się, że wszystko może być, bywa, jest o nas bez nas.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jest</p>
<p>1. Książka.</p>
<p>2. Wymiana z Bośnią i Hercegowiną.</p>
<p>3.  Przygotowania do obozu.</p>
<p>4. Zabieg.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>I nawet te pieprzone zęby.</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7239&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/16/wszystko-i-nawet/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Seria księży pod presją</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/16/seria-ksiezy-pod-presja/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/16/seria-ksiezy-pod-presja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 15:22:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Artur Stopka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Mężczyzna]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7233</guid>
		<description><![CDATA[Jednym z tematów dnia są dziś samobójstwa księży. &#160; W &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; dzisiaj na ten temat dwa teksty. Jeden o. Józefa Augustyna. W wersji drukowanej bardzo mocno okrojony. W wersji zamieszczonej w Internecie głęboko analityczny, skupiający się przede wszystkim na społecznym odbiorze faktu odebrania sobie życia przez księdza. Trochę zawodu odczułem, znajdując na samym początku zastrzeżenie autora &#8222;Nie chcę snuć refleksji na temat psychicznej odporności księży czy też o ich przygotowaniu do kapłaństwa, ale jedynie napisać o tym, jak winniśmy przeżywać „skandal&#8221; samobójczej śmierci księdza i jaka lekcja płynie z tego tak dla świeckich, jak i duchownych&#8221;. Chętnie przeczytałbym równie staranną analizę psychicznej odporności duchownych, zwłaszcza w wykonaniu takiego autora, jak o. Augustyn. &#160; Drugi to tekst o charakterze informacyjnym, napisany przez promującą właśnie w całym kraju swoją najnowszą książkę o siostrze Faustynie, Ewę K. Czaczkowską. Tekst mówi wyłącznie o jednej diecezji, już w leadzie stawiając tezę, że &#8222;W najbardziej religijnym regionie kraju, w diecezji tarnowskiej, kapłani najczęściej odbierają sobie życie&#8221;. Tekst można odczytać, jako jedno wielkie oskarżenie dotyczące zarządzania diecezją, formacji księży, ich relacji z przełożonymi, a nawet braku w diecezji ośrodka zajmującego się duchownymi w kryzysie. &#160; Niejeden raz wypowiadałem się już w rozmaitych formach na temat tożsamości księdza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jednym z tematów dnia są dziś samobójstwa księży.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; dzisiaj na ten temat dwa teksty. Jeden o. Józefa Augustyna. W wersji drukowanej bardzo mocno okrojony. W <a href="http://www.rp.pl/artykul/9157,875844--Skandal--samobojstwa.html">wersji zamieszczonej w Internecie</a> głęboko analityczny, skupiający się przede wszystkim na społecznym odbiorze faktu odebrania sobie życia przez księdza. Trochę zawodu odczułem, znajdując na samym początku zastrzeżenie autora &#8222;Nie chcę snuć refleksji na temat psychicznej odporności księży czy też o ich przygotowaniu do kapłaństwa, ale jedynie napisać o tym, jak winniśmy przeżywać „skandal&#8221; samobójczej śmierci księdza i jaka lekcja płynie z tego tak dla świeckich, jak i duchownych&#8221;. Chętnie przeczytałbym równie staranną analizę psychicznej odporności duchownych, zwłaszcza w wykonaniu takiego autora, jak o. Augustyn.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.rp.pl/artykul/20,876018-Seria-samobojstw-ksiezy.html">Drugi</a> to tekst o charakterze informacyjnym, napisany przez promującą właśnie w całym kraju swoją najnowszą książkę o siostrze Faustynie, Ewę K. Czaczkowską. Tekst mówi wyłącznie o jednej diecezji, już w leadzie stawiając tezę, że &#8222;W najbardziej religijnym regionie kraju, w diecezji tarnowskiej, kapłani najczęściej odbierają sobie życie&#8221;. Tekst można odczytać, jako jedno wielkie oskarżenie dotyczące zarządzania diecezją, formacji księży, ich relacji z przełożonymi, a nawet braku w diecezji ośrodka zajmującego się duchownymi w kryzysie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Niejeden raz wypowiadałem się już w rozmaitych formach na temat tożsamości księdza w czasach współczesnych. Zwłaszcza księdza w Polsce. W kraju, w którym są dwa bardzo szerokie marginesy, jakie stanowią z jednej strony bardzo głęboko zakorzeniony klerykalizm, a z drugiej ostro się rozwijający i znajdujący nowy, odmienny od urzędowego, PRL-owskiego, kształt antyklerykalizm (którego jednym z wykwitów jest szokujący wielu wynik ostatnich wyborów parlamentarnych). Przestrzeń na &#8222;normalność&#8221; pomiędzy tymi dwoma skrajnościami w mojej ocenie jest niebezpiecznie mała, a skoro tak, to nie jest ona w stanie pomieścić wszystkich duchownych, którzy pragnęliby się w niej znaleźć. Nakręcanie nastrojów i radykalizacja poglądów (bo niekoniecznie postaw) powoduje, że to, co powinno być marginesem, nie tylko przestaje nim być, ale coraz bardziej się poszerza, obejmując swoim zasięgiem coraz  nowe ofiary.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie ma co udawać. Także wśród polskich księży coraz wyraźniej widać dwa obozy, budowane na zdecydowanie różnej wizji  nie tylko kapłaństwa, ale również (co nieuniknione) &#8211; Kościoła.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Istnienie coraz wyraźniejszych podziałów w gronie samych księży według mnie jest wynikiem wyjątkowo trudnych czasów, jakie nastały dla duchownych katolickich w Polsce po roku 1989. Dziś, dwadzieścia kilka lat po tamtym przełomie, w mojej ocenie nadchodzi czas fundamentalnych decyzji, dotyczących nie tylko roli i miejsca księdza w Kościele katolickim w Polsce oraz w społeczeństwie, ale również sięgających do fundamentalnej kwestii tożsamości kapłańskiej w rzeczywistości, która właśnie się kształtuje w naszym kraju.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W Polsce dokonują się właśnie bardzo ostre, krańcowe wręcz, zmiany świadomości ludzi ją zamieszkujących. Wstępujące pokolenie ukształtowało się w bardzo skomplikowanych, niestabilnych warunkach, a jego oczekiwania wobec życia są ogromne. Dotyczy to również tych, którzy zdecydowali się odpowiedzieć na głos powołania do szczególnej posługi w Kościele, który według swego przeświadczenia usłyszeli. Swoją wizję kapłaństwa budują oni jednak przede wszystkim patrząc na księży, którzy przygotowywali się do pełnienia posługi w zupełnie innych warunkach, w czasach, w których Kościół katolicki w Polsce podejmował cały szereg zadań zastępczych, bardzo mocno angażując w ich wypełnianie właśnie duchownych, a nie świeckich.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Uważam, że ogromne zmiany w sposobie życia i wypełniania misji, jakie w ciągu minionych dwóch dekad dotknęły polskich księży, nie są w Kościele, zarówno przez hierarchię, jak i przez świeckich (o różnym stopniu zaangażowania w życie wspólnoty) w wystarczającym stopniu dostrzegane i analizowane. Tymczasem wystarczy wskazać tylko radykalne zmiany, jakie wywołało w różnych sferach kapłańskiego życia przywrócenie katechezy do szkół, aby uświadomić sobie, że w praktyce mamy do czynienia z gwałtownym przemodelowaniem z jednej strony sposobu postrzegania sporej grupy ludzi (ksiądz w szkole jest dziś przede wszystkim jednym z wielu nauczycieli), a z drugiej strony kształtu ich codziennej egzystencji (chodzenie &#8222;do pracy&#8221; do szkoły wymusiło liczne zmiany, na przykład, w formach wspólnotowego życia tam, gdzie jest kilku księży).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W moim odczuciu w ciągu minionych dwudziestu lat nastąpiło znaczące rozluźnienie więzi, łączących polskich księży. Myślę, że mamy do czynienia z postępującą atomizacją tego &#8222;środowiska&#8221;. Równocześnie istniejące struktury i mechanizmy regulujące funkcjonowanie duchowieństwa katolickiego w Kościele w Polsce okazały się niewydolne i zabrakło ich &#8222;aktualizacji&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Z informacji, jakie uzyskałem, wynika, że w opisanej w &#8222;Rzeczpospolitej&#8221; diecezji tarnowskiej temat samobójstw księży był poruszany publicznie i podejmowane były próby analizy. Podobno w sierpniu ubiegłego roku mówił na ten temat ówczesny biskup. Omawiając konkretne wydarzenia, o jednym z nich miał powiedzieć: &#8222;W tym przypadku nie zostały wykorzystane ani uruchomione kościelne struktury i mechanizmy. Zmarły nie zwracał się w swojej sprawie do dziekana, ani do ojca duchownego dekanatu; można więc zaryzykować stwierdzenie, że niejako urzędowe struktury pomocy kapłańskiej nie zafunkcjonowały. Z bólem trzeba stwierdzić, że nie zafunkcjonowały również relacje koleżeńsko-przyjacielskie; pewnie nie usłyszał rady: idź do biskupa, ani sam z takiej możliwości nie skorzystał. Wybrał najgorsze z możliwych rozwiązań. Odebrał sobie życie, nie unikając infamii i rzucając poważny cień na osoby duchowne, na parafię&#8221;. Ponoć mówił też o odpowiedzialności, jaką dźwigają na sobie ci, którzy pozwolili usiąść za kierownicą pijanemu księdzu i o bezradności specjalistów wobec duchownych dotkniętych depresją. Próbowałem znaleźć pełny tekst tego wystąpienia w Internecie. Nie znalazłem. Może szkoda, że go tam nie ma?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zastanawiam się też, czy stan psychiczny polskich księży katolickich jest przedmiotem systematycznych badań w którejś z uczelni. Bezskutecznie usiłuję sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek w programie plenarnych zebrań episkopatu widziałem ten temat. Z drugiej strony niebagatelną kwestią jest, moim zdaniem, podjęcie przemyślanych działań dotyczących kształtowania wizerunku współczesnego polskiego księdza katolickiego w przestrzeni publicznej. Są one szczególnie potrzebne w kontekście wspomnianego przeze mnie wyżej budowania kapłańskiej tożsamości na najbliższe dziesięciolecia, a może nawet na dłuższy okres czasu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>O. Augustyn nie wprost napisał w &#8222;Rzeczpospolitej&#8221;, że księża swoim sposobem prezentowania kapłaństwa i oraz &#8222;niejawnym&#8221;, by nie powiedzieć &#8222;maskowanym&#8221; sposobem życia przyczyniają się do fałszowania swojego wizerunku (użył sformułowania &#8222;przyczyniają się do idealizacji&#8221;). Myślę, że ma bardzo dużo racji. Wielu z nas, księży, ulega pokusie &#8222;odczłowieczenia&#8221; w oczach wiernych, nie protestujemy, gdy traktują nas z przesadną czcią, jak nadludzi, albo wręcz otaczają niesprawiedliwym uwielbieniem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Utkwił mi w pamięci ponury żart pewnego mocno oddalonego od Kościoła człowieka, nieźle jednak obeznanego z Pismem świętym. Zapytał mnie, czy wiem, dlaczego w Dziejach Apostolskich tak szczegółowo jest opisana reakcja Pawła i Barnaby na próby uznania ich za wcielenie bogów. Gdy odpowiedziałem pytającym spojrzeniem, wyjaśnił mi z goryczą: &#8222;Bo to ostatni przypadek, gdy duchowny w Kościele odmówił traktowania go jak Boga&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ten, kto zgadza się na to, aby inni uważali go za lepszego niż jest, a nawet im w tym pomaga i ich w błędzie utwierdza, sam również jest w znacznym stopniu winien presji, pod która się rychło znajdzie. Presji, która go wcześniej czy później zniszczy. Jak robaka.</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7233&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/16/seria-ksiezy-pod-presja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po prostu &#8211; przyjaciele</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/16/po-prostu-przyjaciele/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/16/po-prostu-przyjaciele/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 12:02:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Palabra</dc:creator>
				<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Niedzielnie]]></category>
		<category><![CDATA[Polecamy]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystko]]></category>
		<category><![CDATA[choroba]]></category>
		<category><![CDATA[kapłaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[ofiarność]]></category>
		<category><![CDATA[propozycja]]></category>
		<category><![CDATA[przyjaciel]]></category>
		<category><![CDATA[rezygnacja]]></category>
		<category><![CDATA[wybór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7229</guid>
		<description><![CDATA[Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał &#8211; aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.  (J 15,9-17) Niewiele tu można dodać, pisałem o tym tekście dosłownie poprzednio, tyle że w nieco krótszej wersji. Jezus &#8211; po tym, jak kilka niedziel wstecz objawił się jako Dobry Pasterz, następnie jako krzew winny w którym powinniśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał &#8211; aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.  (J 15,9-17)</p></blockquote>
<p>Niewiele tu można dodać, pisałem o tym tekście dosłownie poprzednio, tyle że w nieco krótszej wersji. Jezus &#8211; po tym, jak kilka niedziel wstecz objawił się jako Dobry Pasterz, następnie jako krzew winny w którym powinniśmy być zakorzenieni &#8211; dzisiaj ukazuje się nam jako Bóg-przyjaciel. Ten, który umiłował nade wszystko, wbrew wszystkiemu i ponad wszystko.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Szczytem miłości i ofiarności jest ofiarowanie siebie za kogoś, dla kogoś. Nie zawsze musi tu chodzi o działanie tak spektakularne, na jakie zdobył się św. o. Maksymilian Kolbe, kiedy w niemieckim obozie koncentracyjnym wprost, przy wszystkich, zgłosił się jako kandydat do komory zagłady zamiast innego współwięźnia, który miał rodzinę, dzieci (wielki heroizm człowieka, który miał także swoje negatywne strony, m.in. antysemickie wypowiedzi). Czasami chodzi bardziej o wytrwałe ofiarowywanie się, raz po raz, dzień po dniu, w duchu miłości, dla drugiej osoby &#8211; w fizycznej chorobie albo w innym krzyżu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Bóg zaprasza nas dzisiaj właśnie do takiego ofiarowania ze swojego życia. Dania siebie innym. Zostało nam objawione wszystko, co Jezus miał światu i ludziom do powiedzenia &#8211; to objawienie jest pełne i kompletne, wystarczy jeśli tylko człowiek chce z niego zrobić użytek. Mamy pełną świadomość tego, jaki jest Jezusowy cel, jaka jest Jego misja, co chciał osiągnąć, i co należy zrobić, aby tę misję kontynuować i przybliżać siebie i innych do wskazanego przez Niego celu. A równocześnie, Bóg wskazuje nam wzór prawdziwej przyjaźni &#8211; nie tej deklarowanej, która sprowadza się do wspólnego znudzonego egzystowania, pokazowych pocałunków i przywitań/pożegnań na ulicy, lansowania się nawzajem &#8211; ale do prawdziwej przyjaźni, która jest pięknym darem i byciem przy drugiej osobie przede wszystkim wtedy, kiedy nie jest lekko, łatwo i przyjemnie. Czasami tylko, parafrazując Prosiaczka z opowieści o Kubusiu Puchatku, przyjaźni w której wystarczy po prostu być. W wielu sytuacjach życia, w naszej bezsilności, może się okazać, że to wszystko, na co nas w danej sytuacji stać &#8211; spróbować wytrwać i być przy Bogu, pozwolić Mu być przyjacielem. I to wystarczy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&gt;&gt;&gt;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Kilka dni temu, wracając do domu, zauważyłem w autobusie osobę znaną mi z twarzy. Okazało się, że to pewien ksiądz, święcony jakieś 10 lat temu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jechał z dwójką uroczych dzieci i małżonką. Bo ów ksiądz zrezygnował z kapłaństwa już dobrych kilka lat temu (niestety, jeden z wielu takich przypadków w diecezji, tendencja rosnąca). I zastanawiałem się &#8211; co prowadzi człowieka do takiej decyzji? Przypomniałem sobie wypowiedzi takich &#8222;byłych księży&#8221; z książki &#8222;Porzucone sutanny&#8221;, będącej zapisem wywiadów przeprowadzonych z tymi osobami przez &#8222;czynnego&#8221; kapłana. Kobieta? Zwątpienie? Natłok obowiązków? Przerost formy nad treścią, kryzys wiary w sytuacji niezauważonych przez zwierzchników problemów (albo zauważonych, z jedyną reakcją w postaci &#8222;karnego&#8221; przeniesienia na jeszcze gorszą i trudniejszą placówkę&#8230;)?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie znam jego pełnej historii. Nie wiem, czym on, ten konkretny człowiek, się kierował. Nie zamierzam go oceniać ani ferować wyroków. Bóg widzi wszystko, także to, co jest w jego sercu, najlepiej zrozumie konkretne jego decyzje. Wyglądał na człowieka szczęśliwego, spełnionego. Nieprzemyślana decyzja o przyjęciu święceń? Ciekawe też, czy uzyskał przeniesienie do stanu świeckiego, czy po prostu odszedł i tyle? Ostatnimi czasy zdarza mi się nie raz widzieć po drodze ludzi, którzy &#8211; mniej lub bardziej się z tym chowając &#8211; odmawiają w komunikacji miejskiej liturgię godzin. Z wyglądu &#8211; najpewniej ex-księża lub diakoni. Takich ludzi jest naprawdę sporo.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&gt;&gt;&gt;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dzisiaj teściowa obchodzi urodziny, a moja mama szykuje się do badań pod koniec tygodnia, i w poniedziałek czeka ją pierwsza chemioterapia. Będę wdzięczny za wsparcie modlitewne.</p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7229&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/16/po-prostu-przyjaciele/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dobre zawody</title>
		<link>http://stukam.pl/2012/05/16/bieg-maratonski/</link>
		<comments>http://stukam.pl/2012/05/16/bieg-maratonski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 11:53:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dorka (Dorota Wolanin)</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[dobre zawody]]></category>
		<category><![CDATA[laur zwycięstwa]]></category>
		<category><![CDATA[maraton]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://stukam.pl/?p=7225</guid>
		<description><![CDATA[Od wczesnego dzieciństwa źle znoszę zmęczenie fizyczne. Kiedy miałam kilka lat zdiagnozowano u mnie po raz pierwszy arytmię serca. Potem w różnych okresach życia arytmia pojawiała się i znikała, męczliwość trwała przy mnie niezmiennie i dopiero w ubiegłym roku przy użyciu nowoczesnej aparatury diagnostycznej stwierdzono, że mam większe serce niż powinno to wynikać z anatomii. Lekarz uspokoiwszy się, że nie mam nadciśnienia tętniczego oraz, że problemy z nierównym biciem serca i szybkim męczeniem się towarzyszą mi niejako od zawsze, uspokoił i mnie i stwierdził, że moje powiększone serce jest wobec tego dla mnie normą. Szybko się męcząc z czasem nauczyłam się reagować lękiem przed pojawiającym się w nieodpowiednim czasie zmęczeniem. W wieku szkolnym kombinowałam nawet na lekcjach wychowania fizycznego, by wykorzystać tę dolegliwość, ale ileż to więcej poważniejszych głupot robi się w wieku dorastania? Dlatego nigdy nie zaświtała mi w głowie myśl uczestniczenia w jakimkolwiek maratonie. Maraton &#8211; wiadomo &#8211; polega na pokonaniu krótszego, czy dłuższego odcinka drogi, truchtem lub biegiem, a dyscypliny sportu wymagające dużego wysiłku w krótkim czasie najbardziej mnie zawsze męczyły. Z wielkim szacunkiem patrzyłam na osoby, które podejmowały trud udziału w maratonach biegowych. Realnie mierząc siły na zamiary, nigdy nie podjęłabym się takiego wyzwania. A podejmowanie wyzwań to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od wczesnego dzieciństwa źle znoszę zmęczenie fizyczne. Kiedy miałam kilka lat zdiagnozowano u mnie po raz pierwszy arytmię serca. Potem w różnych okresach życia arytmia pojawiała się i znikała, męczliwość trwała przy mnie niezmiennie i dopiero w ubiegłym roku przy użyciu nowoczesnej aparatury diagnostycznej stwierdzono, że mam większe serce niż powinno to wynikać z anatomii. Lekarz uspokoiwszy się, że nie mam nadciśnienia tętniczego oraz, że problemy z nierównym biciem serca i szybkim męczeniem się towarzyszą mi niejako od zawsze, uspokoił i mnie i stwierdził, że moje powiększone serce jest wobec tego dla mnie normą.</p>
<p>Szybko się męcząc z czasem nauczyłam się reagować lękiem przed pojawiającym się w nieodpowiednim czasie zmęczeniem. W wieku szkolnym kombinowałam nawet na lekcjach wychowania fizycznego, by wykorzystać tę dolegliwość, ale ileż to więcej poważniejszych głupot robi się w wieku dorastania?</p>
<p>Dlatego nigdy nie zaświtała mi w głowie myśl uczestniczenia w jakimkolwiek maratonie. Maraton &#8211; wiadomo &#8211; polega na pokonaniu krótszego, czy dłuższego odcinka drogi, truchtem lub biegiem, a dyscypliny sportu wymagające dużego wysiłku w krótkim czasie najbardziej mnie zawsze męczyły. Z wielkim szacunkiem patrzyłam na osoby, które podejmowały trud udziału w maratonach biegowych. Realnie mierząc siły na zamiary, nigdy nie podjęłabym się takiego wyzwania. A podejmowanie wyzwań to przecież moja pierwsza, najważniejsza i najmocniejsza natura. Trzeba tu sobie przypomnieć fragment &#8222;Ani z Zielonego Wzgórza&#8221;, gdy ta &#8222;podejmując wyzwanie&#8221; spadła z dachu i zepsuła nogę. Kiedy się ma tyle lat ile moja ulubiona postać literacka miała wtedy, nie rozeznaje się w mądrości i głupocie zbyt jasno. Mój instynkt przetrwania był na szczęście większy od mojej głupoty.</p>
<p>I tak sobie żyłam przez długie lata w przeświadczeniu, że maratony są nie dla mnie, aż dostałam światło, które pozwoliło mi dostrzec, że maratonem może być nie tylko bieg, trucht czy inny podobny wyczyn sportowy, ale też każde inne działanie, które wymaga długoterminowego zaangażowania siły i woli, systematyczności i wytrwałości. Treningu i uczestnictwa najlepiej zwieńczonego dotarciem do wyznaczonego celu, może być, że ukończonego zwycięstwem, ale innym niż to, o jakie walczą sportowcy.</p>
<p>Dopiero niedawno dotarły do mnie tak naprawdę słowa św. Pawła z listu do Tymoteusza, w którym mówi: <span style="font-family: inherit;">&#8222;<em>W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.&#8221;</em></span></p>
<p><span style="font-family: inherit;"><em><br />
</em></span></p>
<p><span style="font-family: inherit;"><span>No, więc biegnę&#8230; Pomimo tego, że zawsze szybko ulegałam zmęczeniu fizycznemu, pomimo tego, że zdiagnozowano, że mam powiększone serce, pomimo wszelkich lęków, niedoskonałości i lenistwa. W dodatku chcę zdobyć laur zwycięstwa. Bez światła lauru zwycięstwa udział w tym maratonie nie miałby żadnego sensu. </span></span></p>
<p><span style="font-family: inherit;"><span><br />
</span></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-family: inherit;"><span><a href="http://youtu.be/1PsClWTSXY0">&#8222;Jak &#8221; SDM</a></span></span></p>
<img src="http://stukam.pl/?ak_action=api_record_view&id=7225&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://stukam.pl/2012/05/16/bieg-maratonski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

