Tag-Archive for » nawrócenie «

Oporni

Kroniki letnie

- Widzisz go tam?
- No, widzę.
- Aż tryska dobrym samopoczuciem, nie? Widać to z daleka.
- Może ma powody?
- Pewnie. Uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Że jest chodzącym ideałem. A jest wyjątkowym skur… O, a popatrz w prawo. O niej też ci kiedyś opowiadałem. Uważa się za chodzącą doskonałość. Świętszą od samego papieża. A w rzeczywistości jest najwredniejszą baba, jaką znam. Skrzywdziła mnóstwo ludzi.
- Że też ludzie potrafią być tacy bezkrytyczni wobec siebie. Jak można nie widzieć własnych wad?
- Można, można. To są ci, którzy po ostrym kazaniu wychodzą z kościoła i mówią: “Ale ksiądz im przygadał”.
- Jak widzę takich ludzi, to im życzę, żeby szybko znaleźli się w sytuacji, w której będą musieli spojrzeć na siebie krytycznie.
- Coś mi się wydaje, że jak ktoś wpadnie w pychę, to chyba nie jest łatwo zmusić go do zmiany przekonania o sobie. Trzeba naprawdę wielkiego wstrząsu.
- Wstrząs też nie zawsze pomaga. Znam takie przypadki. Ludzie bywają strasznie oporni na prawdę o sobie.
- Musi przecież być sposób, aby im pomóc.
- Nikogo nie da się zbawić na siłę. Nawet Bóg tego nie robi. Pamiętasz, co Jezus obiecał mieszkańcom opornych miast?
- Opornych miast?
- No, tych, co się nie nawróciły, mimo wielkich cudów.
- Nie pamiętam.
- Powiedział im, że w dzień sądu będą miały gorzej niż Sodoma.
- Też się pewnie nie przejęły. Bo przecież najpierw musiałyby uwierzyć, że dzień sądu nadejdzie. A mnie się wydaje, że nie tylko dzisiaj wielu ludzi w to nie wierzy.

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS
Category: Codziennie  Tags:  Leave a Comment

Punkt zwrotny

5. Niedziela Wielkiego Postu C

Działo się to w 386 r. Augustyn, młody nauczyciel retoryki w Mediolanie; przechadzał się po ogrodzie. Nagle usłyszał natarczywy głos:

- Weź i czytaj, weź i czytaj!

Wszedł więc do domu i wziął pierwszą lepszą książkę z półki. Był to Nowy Testament. Otworzył na chybił trafił i natknął się na następujący fragment Listu do Rzymian: „Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (13,12-14).

Te właśnie słowa spowodowały przełom w życiu młodego pogańskiego retora. Odtąd stał się nowym człowiekiem. Kościół czci go jako wielkiego świętego.

W jakiejś parafii odbywały się tradycyjne misje. Misjonarz wygłosił poprawnie, dobrze przygotowane, naszpikowane wzruszającymi przykładami, dosyć długie kazanie o nawróceniu. Potem siadł do konfesjonału, aby słuchać spowiedź. Podchodzili na ogół mali grzesznicy. W pewnym momencie uklęknął mężczyzna z wyznaniem, że u spowiedzi nie był już 30 lat, i że teraz chce zacząć na nowo.

Spowiednik ucieszył się jakoś tym penitentem i zapytał delikatnie o motywy:

- Co pana skłoniło, że postanowił pan skorzystać z sakramentu pokuty?
- Jak to co? – odparł ten za kratkami – kazanie, które dziś usłyszałem.

Kapłan chciał dokładniej wiedzieć o skutkach swej nauki (ostatecznie przyda się to na przyszłość), a więc pyta dalej:

- Jakie słowa przemówiły najbardziej? Jaki przykład chwycił za serce?
- Żaden przykład, ojcze duchowny. Kiedy po 30 minutach usłyszałem: to była pierwsza połowa, a teraz przejdziemy do drugiej części, pomyślałem sobie: tak samo jest z moim życiem – pierwsza połowa już minęła, a teraz zacznie się druga, a ta musi być inna, lepsza.

Słowa „nawrócenie, nawrócić się” są w Kościele odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki. A już w Wielki Poście to bez przerwy (nie ma jak zacytować samego siebie ;-) ). Ale o co dokładnie chodzi z tym nawróceniem? Ma to być jakaś zasadnicza zmiana nastawienia człowieka, odwrócenie się od zła, a zwrócenie się ku Bogu. W porządku. Mądre słowa. Jak się do tego nawracania siebie zabrać? Nie każdy przecież słyszy głos w ogrodzie jak św. Augustyn przed wiekami. I nie każdy ma okazję usłyszeć kaznodzieję tak marnego, że po trzydziestu minutach jego przemowy i zapowiedzi kolejnej połowy, rzuci się do konfesjonału. Zresztą, przecież nawracać się muszą nie tylko tacy, którzy trzydzieści lat nie byli u spowiedzi. Nawracać się muszą również tacy, którzy do spowiedzi chodzą co miesiąc.

Mój znajomy dużo chodzi po górach. Zna je bardzo dobrze. Potrafi zobaczyć na zdjęciu jakąś górkę i bez zastanowienia powiedzieć, jak ona się nazywa i w jakim paśmie leży. Kiedyś szedł świetnie mu znanym szlakiem. Doszedł do wniosku, że to nudne, chodzić wciąż tą samą drogą. „A, pójdę na skróty. W razie czego mam mapę, więc nie zabłądzę”. Skręcił w las. Był przekonany, że idzie dobrze i za chwilę wyląduje u celu. Ku jego zdziwieniu nagle trafił na jakieś bagno. Tego bagna nie było na mapie. Z trudem wyciągał nogi z błota, męcząc się coraz bardziej, a w dodatku, jak na złość, zaczął mocno padać deszcz, robiło się coraz ciemniej. „Aż wstyd przyznać, co wtedy zrobiłem” – opowiadał później. „Odwróciłem się i po własnych śladach wróciłem na ten nudny, ale jednak sprawdzony szlak”.

Nawrócenie zaczyna się od dokonania ważnego odkrycia. Od spostrzeżenia, że coś zrobiło się źle. Mój znajomy brnął i brnął w bagno, aż odkrył, że to niedobrze, tak się taplać w błocie i zmierzać nie wiadomo dokąd. Dopiero wtedy, gdy uświadomił sobie, że nic dobrego z tego nie wyniknie, odwrócił się na pięcie i ze sporym wysiłkiem wrócił na dobry, właściwy szlak.

Już samo odkrycie i przyznanie, że się zrobiło źle, nie jest proste. A to dopiero początek. Jeśli już się doszło do wniosku, że „Oj, coś nie za dobrze postąpiłem”, to co dalej?

Jeden z wierszy Adama Mickiewicz tak się zaczyna:

„Już był w ogródku, już witał się z gąską;
Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,
Gdzie wodę zbierano;
Ani pomyślić o wyskoczeniu.
Chociaż wody nie było i nawet nie grząsko:
Studnia na półczwarta łokcia,
Za wysokie progi
Na lisie nogi;
Zrąb tak gładki, że nigdzie nie wścibić paznokcia.
Postaw sięż teraz w tego lisa położeniu!
Inny zwierz pewno załamałby łapy
I bił się w chrapy,
Wołając gromu, ażeby go dobił:
Nasz lis takich głupstw nie robił;
Wie, że rozpaczać jest to zło przydawać do zła”.

No właśnie. Kilka lat temu dość systematycznie przychodziła do spowiedzi pewna kobieta. Zawsze pod koniec spowiedzi mówiła: „Ja się już z tego grzechu kiedyś wyspowiadałam, ale wciąż mam poczucie, że leży na moim sumieniu”. Chodziło o bardzo ciężki grzech, ale przecież jeśli za niego szczerze żałowała, wystarczyło go wyznać raz, a nie wciąż i wciąż do niego wracać.

To błąd dość często popełniany przez ludzi, którzy sprzeciwiają się złu. Skupiają na nim całą swoją uwagę. Nieustannie się nim zajmują. Bez przerwy rozpamiętują grzechy, złe czyny które kiedyś popełnili. Stają się ich niewolnikami. Skupiają się tak bardzo na swej złej działalności, że nie starcza im czasu i sił na rzeczywistą poprawę.

Ten temat pojawia się we wszystkich trzech dzisiejszych czytaniach mszalnych. „Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie” – słyszeliśmy w czytaniu z Księgi Izajasza. „Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już pochwyciłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie” – napisał św. Paweł w Liście do Filipian. I wreszcie fascynująca opowieść o jawnogrzesznicy, przywleczonej do Jezusa.

To, co zrobił Jezus, jest doprawdy szokujące. On nie tylko uratował jej życie. On nie tylko zwrócił uwagę tych, którzy ją przyłapali, że sami też są grzesznikami i mają sporo na sumieniu. Nie tylko dał wyraźnie do zrozumienia, że trzeba potępiać zło, ale nie potępiać człowieka, który je czyni. Jezus dał również krótki, prosty, jasny, bardzo jednoznaczny przepis na nawrócenie. „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. Od tej chwili już nie grzesz. Chwila nawrócenia jest chwilą graniczną. Punktem zwrotnym. Jest postawieniem kropki. Zakończeniem pewnego rozdziału. Tak, jak w tym kazaniu, które spowodowało, że człowiek po trzydziestu latach przystąpił do spowiedzi. Nawrócenie, to stwierdzenie „Dotąd podążałem złą drogą, lekceważąc reguły i przepisy. Ale teraz już z tym koniec. Zamykam tę część mojego życia i odtąd idę drogą właściwą, zgodnie z zasadami”.

W jednym z odcinków serialu rysunkowego „Fineasz i Ferb” żona złego nieudacznika Dundersztyca po jakiejś jego kolejnej klęsce mówi: „Pamiętasz, jak zrobiłeś maszynę do nakrywania stołu?”. A wieczny nieudacznik jej odpowiada: „Trudno zapomnieć, bo mi wciąż o tym przypominasz”. „To tak, jak ty mnie!” – powiedział inny mój znajomy do swojej żony. „Ty też bez przerwy mi wypominasz różne rzeczy, z którymi dawno skończyłem, za które już cię dawno przeprosiłem i które mi podobno wybaczyłaś!”

To pokazuje, że czasami można człowiekowi utrudniać poprawę, wręcz uniemożliwić nawrócenie, jeśli się mu nieustannie wypomina zło, którego się kiedyś dopuścił.

Zła nie wolno lekceważyć. Nie wolno udawać, że go w naszym życiu nie ma. Trzeba je rozpoznawać i odrzucać. Trzeba robić rachunek sumienia i przyznawać  głośno: „Tak, jestem grzesznikiem”. Ale nie można ograniczać się tylko do tropienia i rozpoznawania zła w życiu swoim i w życiu innych. W pięciu warunkach dobrej spowiedzi jest rachunek sumienia, żal za grzechy, wyznanie, ale też postanowienie poprawy i zadośćuczynienie! Każda spowiedź jest taką chwilą nawrócenia. Chwilą powiedzenia – dotąd było źle, ale od teraz będzie dobrze.

Dla rozmaitych ludzi różne chwile, zdarzenia, słowa, przeżycia okazują się takim punktem granicznym, punktem zwrotnym. Punktem nie tylko dostrzeżenia w swoim życiu zła, ale również rozpoczęcia nowego etapu życia. Lepszego, niż dotychczas. Życia zgodnego z tym, czego chce ode mnie Bóg, a nie z tym, czego ja chcę od Boga.

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Trzecia przypowieść

4. Niedziela Wielkiego Postu C

Tomek był ulubieńcem trenera właściwie od zawsze. Odkąd pojawił sie w klubie i trafił do sekcji. Zawsze miał czas i chęci nie tylko trenować, ale również posprzątać na sali albo w magazynie sprzętu. Zawsze był przygotowany do zajęć teoretycznych. Nigdy po zawodach nie spieszył się do domu, tylko miał czas, aby pomóc trenerowi rozładować samochód, a potem iść z nim aż pod jego dom, rozmawiając o rozegranym meczu, o tym, kto był dobry, a kto zawiódł.

Miał świadomość, że nie wszyscy w drużynie tę jego wyjątkowa pozycję akceptują, ale jeszcze do niedawna nic sobie z tego nie robił. Jednak ostatnio zauważył, że trener zaczyna go trochę trzymać na dystans, że zdarza mu się go nie tylko chwalić, ale również za coś opieprzyć. A i w zespole coś się pozmieniało. Chłopaki już go nie prosili, o załatwienie tego czy tamtego z trenerem. Szli do niego sami i bez pośrednictwa Tomka dostawali to, czego chcieli.

Za tydzień były imieniny trenera. Tomek ze zdziwieniem stwierdził, że ktoś go zdążył ubiec z organizowaniu zbiórki na prezent. To Krzysiek po treningu w szatni rzucił hasło: “Co chłopaki, zbiórka na trenera”. “Jak zawsze, po dysze?” – zapytał Mateusz. “No co wy, chłopaki, po dysze?” – zawołał na cały głos Tomek. “Wy chyba szacunku do trenera nie macie. Po dysze to za mało. Ja myślę, że wypadałoby po pięć dych… Trener zasługuje na naprawdę  fajny prezent…”.

Przypowieść o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu w Ewangelii według św. Łukasza poprzedzają bezpośrednio dwie inne: przypowieść o zaginionej (a właściwie znalezionej) owcy i o zgubionej (a właściwie znalezionej) drachmie. Przypowieść o ojcu i dwóch synach jest trzecia. Jest kolejną w szeregu podobnych przypowieści. Od przypowieści o drachmie dzielą ją tylko słowa: “Powiedział też”. Wszystkie trzy zostały opowiedziane jako reakcja na oburzenie faryzeuszów i uczonych w Piśmie “Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.

Miłosierny ojciec stoi więc w jednym szeregu ze szczęśliwym znalazcą owcy, który nie wahał się zostawić dziewięćdziesięciu dziewięciu innych na pustyni i udać się na poszukiwania tej jednej, zaginionej. A potem w wielkiej radości znalezienia sprosił przyjaciół oraz sąsiadów, by ja z nim dzielili. Miłosierny ojciec stoi więc w jednym szeregu z kobieta, która nie szczędziła światła i wysiłku, by znaleźć jedną zgubioną drachmę, a potem z wielką radością w dużym gronie świętowała jej znalezienie.

Przypowieść o ojcu i synach to szczyt reakcji Jezusa na faryzejskie oburzenie. Już nie mówi o owcach czy pieniądzach. Mówi o ludziach. Podobnie jak w poprzednich dwóch, mamy do czynienia z wielką radością z odnalezienia syna, który się na życiowych drogach zagubił. Lecz tylko w tej przypowieści zrozumiała wydawałoby się radość jest skontrowana przez starszego syna. On się nie cieszy w powrotu brata. On nie chce świętować. Zgłasza jakieś dziwaczne pretensje. O co mu chodzi?

Czy nie o to, że właśnie stracił renomę tego “jedynego sprawiedliwego”? Jedynego, który jest naprawdę wierny, który jest w porządku, który zasługuje na pochwały. Czy nie o to mu chodzi, że właśnie stracił monopol na bycie “prawdziwym” synem, prymusem, pupilkiem, ostoją? Że skrucha i nawrócenie tamtego w cień zepchnęła jego tak długo budowaną pozycję?

Nie jest łatwo się cieszyć z poprawy, z nawrócenia drugiego człowieka. Nie jest łatwo się cieszyć z czyjegoś powrotu do domu, do rodziny, do wspólnoty. Przecież trzeba mu będzie na nowo zrobić miejsce. Nie tylko przy stole. Także w sercu. Swoim. Cudzym. O wiele łatwiej jest się cieszyć z odnalezionej owcy albo drachmy.

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Niezbyt wielkie posty (16): Grzeczni

- Wiesz, w związku z tym co opowiadałeś o tych swoich pracownikach, którzy cię okradli, przypomniało mi się takie powiedzenie: „Nie rób drugiemu dobrze, nie będzie źle”. I nie uwierzysz, ale usłyszałem to powiedzenie pierwszy raz od księdza!
- Od księdza? Za bardzo chrześcijańskie to ono nie jest. Broń mnie Panie Boże przed księdzem, który kieruje się taką zasadą.
- Ksiądz jest złota dusza i oczywiście powiedzenie przytoczył w żartach, bo sam postępuje dokładnie odwrotnie. Ale coś w tym jest. Jeszcze jedno powiedzenie mi się przypomniało: „Każde dobro będzie ukarane”. Dobre, nie?
- Ty tu sobie żarty stroisz, a ja naprawdę zaczynam mieć tego wszystkiego dość. Ja naprawdę w życiu za dobro, które komuś robię, dostaję w zamian zło. Nawet od najbliższych.
- No widzisz. Mnie też czasem nachodzą myśli, że nie warto się starać i być dobrym, bo dranie i sukinsyny mają lepiej na tym świecie. Byle tylko zdążyć przed śmiercią się poprawić, to nawet do nieba się idzie. Pamiętam coś takiego z kościoła, że jak się jakiś bydlak poprawił, to ogólna impreza była, a tego, co grzecznie zasuwał, to nikt nawet nie pochwalił…
- Wiesz co, ci grzeczni, to czasem więcej na sumieniu mają niż ci, co uchodzą za łotrów.
- Oooo, naprawdę źle z tobą, skoro cię wzięło na taką szczerość…

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Remont po katastrofie

Ta wiadomość nie przedostała się do mediów. Zawalił się dom, w którym kilka lat temu doszło do wypadku. Nastąpił wybuch gazu. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale straty były duże. Po katastrofie część lokatorów wyprowadziła się na zawsze. Ale kilku zostało. Dom odremontowano. Jednak nie na długo. Okazało się, że nadwątlona wybuchem i związanym z nim wstrząsem konstrukcja nie wytrzymała. Dom runął. Nagle. Wydawałoby się bez powodu. Szczęśliwie i tym razem nikt nie ucierpiał. Ale kilka rodzin straciło dach nad głową.

Nie wiadomo, czy o tym konkretnym przypadku słyszał inspektor budowlany, który niedawno w podobnej sytuacji nie chciał się zgodzić na remont uszkodzonego w wypadku budynku. Głuchy na naciski i argumenty właściciela powtarzał: “Tego się nie da bezpiecznie wyremontować. A poza tym taniej będzie zburzyć i zbudować na nowo”.

“Ponad godzinę łatałem dziurawą kieszeń w spodniach” – opowiadał koledze przy piwie świeży rozwodnik, którego żona nagle i bez ostrzeżenia opuściła. – “I wystarczyło, że dwa razy schowałem klucze do kieszeni, a zrobiła się jeszcze większa dziura. Chyba będę musiał kupić nowe spodnie”.

Czytelnik jednej z gazet skarżył się ostatnio listownie na “”wyremontowane” estakady kolejowe we Wrocławiu. “W skrócie można to podsumować: zostały wyremontowane tak wspaniale, że tydzień po zamknięciu wszystkie nadają się do ponownego remontu, jedna grozi zawaleniem, pozostałe stwarzają utrudnienia w ruchu, dodatkowe podpory zajmują pas drogi, kierowcy mają gorzej zamiast lepiej, korki tworzą się i na drogach, i na torach kolejowych powyżej” – napisał.

Jezus już dawno zwracał uwagę: “Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków”.

Prawdziwe nawrócenie nie polega na przyszyciu tu i ówdzie łatki z napisem “Jestem katolikiem”, “Jestem chrześcijaninem”, bez radykalnej i zdecydowanej zmiany życia. Prawdzie nawrócenie to śmierć “starego człowieka” we mnie i narodziny “nowego”.

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS
Category: Codziennie  Tags:  Leave a Comment

Kompletne przestawienie

Wtorek 33. tygodnia zwykłego (Łk 19,1-10)

W latach obecnego kryzysu ekonomiczno-finansowego statystyki ukazują dramatyczny wzrost liczby głodujących. Dzieje się tak, mimo iż ziemia jest w stanie wykarmić wszystkich swoich mieszkańców i głód wcale nie zwiększa się z powodu przyrostu naturalnego. Potwierdza to niszczenie żywności ze względu na zyski. O tym mówił Benedykt XVI podczas światowego szczytu FAO, poświęconego sprawie bezpieczeństwa żywnościowego na naszym globie. Papież podkreślił konieczność przezwyciężania egoizmu, który prowadzi nawet do spekulowania żywnością i traktowania jej jak zwykły towar.

No niby tak. Niby należałoby w końcu wymyślić jakiś sposób, aby podzielić światową żywność tak, aby każdy dostał trochę i żeby nie marnować, a najczęściej w pełni świadomie nie niszczyć wyprodukowanych w wielu miejscach nadwyżek. Łatwo to powiedzieć. O wiele trudniej zrobić. Bo przecież towar – każdy – jest wart nie tyle, ile jest wart, ale tyle, ile ludzie są w stanie za niego zapłacić. Nie trzeba daleko szukać. W związku z epidemią grypy higieniczne maseczki, które jeszcze niedawno kosztowały koło trzydziestu groszy, nagle nabrały wartości. Pojawiły się sklepy, w których za dwanaście maseczek trzeba zapłacić dwadzieścia pięć złotych. Na każdym ludzkim nieszczęściu da się zarobić.

Zacheusz, zwierzchnik celników, znał zasady rządzące wartością przedmiotów i potrafił je wykorzystać na swoją korzyść. Nie bez powodu nikt go nie lubił i wszyscy nim pogardzali. No, prawie wszyscy. Jezus nim nie pogardzał. Wypatrzył Zacheusza wśród gałęzi sykomory w Jerychu i tonem niecierpiącym zwłoki wprosił się do niego w gościnę.

Gdybyśmy tam byli, pewnie też wpadlibyśmy w oburzenie. Tylu porządnych, biednych, jako tako uczciwych ludzi dokoła, a Jezus poszedł akurat do tego… W końcu wkurza nas, gdy podczas kolędy ksiądz najdłużej siedzi nie u ubogiej chorej wdowy, ale u bogatego biznesmena, który żyje z tego, że w swojej firmie zatrudnia za głodowe pensje dziesiątki biednych parafian.

Nie wiadomo, czy bogaty biznesmen po wizycie proboszcza się zmieni. Zacheusz dzięki odwiedzinom Jezusa zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. “Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” – zdecydował. Radykalnie. To się nazywa nawrócenie. Kompletne przestawienie dotychczasowej hierarchii wartości.

Miliony ludzi na świecie nie musiałby cierpieć głodu. Ale żeby to nastąpiło, miliony innych ludzi musiałyby przejść wewnętrzną przemianę. Taką, jaką przeszedł Zacheusz po naprawdę osobistym spotkaniu z Jezusem. Więc te miliony ludzi też musiałby przeżyć takie osobiste spotkanie z Chrystusem.

Popularity: 4% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS
Category: Codziennie  Tags:  One Comment