Tag-Archive for » zaufanie «

Jeśli

“Dawniej ludzie byli bardziej pokorni” – stwierdziła z melancholią w głosie starsza pani. “Dawniej? To znaczy kiedy? W czasach dinozaurów?” – zainteresował się nastolatek. “Nie, synku, w czasach komuny” – odpowiedziała babcia, nie obrażając się. “Wtedy, jak człowiek przychodził na przykład do sklepu, żeby coś kupić do jedzenia, to nie zachowywał się jak pan i władca, który może ekspedientce rozkazywać. Grzecznie prosił, czy pani za ladą byłaby skłonna mu coś sprzedać… Na przykład kawałek kiełbasy…”. “Babcia żartuje!” – roześmiał się nastolatek. “Przecież to głupie!”. “Bo ja wiem, czy takie głupie…” – zadumała się starsza pani.

“Daj mi to!” – krzyczał dość duży dzieciak do swojej matki. “Chyba chciałeś powiedzieć ‘Proszę mi dać’” – włączyła się do rozmowy ciocia. Małolat wytrzeszczył na nią oczy. “Grzeczne dziecko nie mówi “Daj’, tylko ‘Proszę mi dać’” – kontynuowała krewna, które źle zinterpretowała reakcję dziecka. “Wyrzuć ją! Wyrzuć ją! Niech do mnie nie mówi!” – wrzasnął malec do matki, wskazując palcem ciotkę o wychowawczych zapędach.

Jak wygląda moja modlitwa? Z czym przechodzę do Boga? Jak się do Niego zwracam? Czy nie jest tak, że moja modlitwa, to przede wszystkim przedstawianie listy żądań i oczekiwań? Na zasadzie składania zamówienia. To, to i to mi jest potrzebne, więc Ty, Panie Boże, mi to dostarcz i zapewnij. I żeby wszystko było wysokiej jakości. Dostarczone w terminie i na gwarancji.

Trędowaty postanowił inaczej załatwiać sprawy z Jezusem. “A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: „Chcę, bądź oczyszczony”. I natychmiast został oczyszczony z trądu”. Nie wydawał poleceń jak klient w restauracji kelnerowi. Mówił do Jezusa “Jeśli chcesz”. Zdawał się na Jego wolę.

Kto dziś bierze poważnie słowa z Modlitwy Pańskiej (tej zaczynającej się od słów “Ojcze nasz”), które brzmią “Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”? No, może dopuszczamy, aby wola Boga działa się w niebie. Ale na ziemi? Nie, tu jest nasz teren. Tu my dyktujemy warunki i o wszystkim decydujemy.

Kto dziś, prosząc Boga o zdrowie dla kogoś ze swoich bliskich albo dla siebie, bierze pod uwagę, że Bóg jednak nie uzdrowi? Przecież Kościół uczy, że Bóg wysłuchuje każdej modlitwy…

Pewnie, że wysłuchuje. Ale nie jak sprzedawca w sklepie. Jak kochający rodzic. Rodzic wie lepiej od dziecka, czy potrzebny mu lizak.

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Przestrach i zachwyt

“Niech ksiądz nie bajdurzy o kochającym Bogu. Bóg, jeśli istnieje, jest straszny i trzeba się Go bać. Kochający Bóg nie zabija naraz tylu niewinnych ludzi” – powiedział mężczyzna w średnim wieku. “Bóg nie chce strachu, chce miłości” – upierał się duchowny. “Jak mam się nie bać Boga, skoro teraz ze strachem myślą o tym, że za pół roku muszę lecieć samolotem?” – zapytał bezradnie facet. “Mówimy o dwóch różnych rzeczach” – stwierdził ksiądz.

Za każdym razem, gdy dotyka nas nieszczęście, pojawia się pytanie, o role i miejsce, jakie zajmuje w nim Bóg. Niektórzy, wskazując na tę czy inną wielką tragedię ludzkości, pytają wprost: “Gdzie wtedy był Bóg?”. I nie chcą przyjąć prostej odpowiedzi, że był razem z cierpiącymi. Że dodawał im odwagi. Że mówił im” “To Ja jestem, nie bójcie się”.

“Określenie “bojaźń Boża” często budzi wiele nieporozumień. Według niektórych mędrców starożytnych i oświeceniowych, bogów zrodził strach przed naturą, przed życiem i samym sobą. Ale trzeba powiedzieć, że były też okresy, kiedy duszpasterze bardzo skrupulatnie i skwapliwie posługiwali się strachem, jako narzędziem swej duszpasterskiej posługi. Nie trzeba być wielkim znawcą dziejów homiletyki, aby przytoczyć liczne przykłady takiego właśnie, świadomego wzbudzania strachu przed piekłem i wszystkimi innymi ostatecznymi sprawami, aby dostatecznie wstrząsnąć sumieniami wiernych” – napisał wiele lat temu w miesięczniku “List” o. Jan Andrzej Kłoczowski OP.

Co można zbudować na strachu? Wiarę? Zaufanie? Miłość? Ile razy w dziejach świata usiłowano coś budować na strachu? Zawsze kończyło się wielka katastrofą. Chociaż strach potrafi być motorem ludzkich działań bardzo długo.

W filmie Marcela Łozińskiego “Las Katyński” jest część zatytułowana “Świadkowie”. Krewne jednego z oficerów zamordowanych w Katyniu próbuje rozmawiać ze starszymi mieszkańcami okolicznych miejscowości, aby dowiedzieć się, jak to wtedy było. Napotyka mur milczenia wynikającego ze strachu. Wielkiego strachu. Na ekranie widać autentyczne przerażenie tych ludzi. Oni się strasznie bali. Czy boją się nadal? Film Łozińskiego powstał w roku 1990…

Jezus nie buduje na strachu. Buduje na przezwyciężaniu strachu zaufaniem. “To Ja jestem, nie bójcie się” – mówi.

“Bojaźń Boża to ten wzrok przemienionego serca, które widzi chwałę Bożą w otaczającym nas świecie. Ale też widzi ją z zachwytem. Bojaźń Boża jest rodzajem zachwytu” – wyjaśnia o. Kłoczowski.

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Niezbyt wielkie posty (15): Zwolnienia

- Jakoś nie za dobrze wyglądasz. Stało się coś?

- A takie tam. Mam problemy z firmą.

- Skarbówka? Coś pokombinowałeś? Nie wierzę. To nie w twoim stylu.

- Nie, oczywiście, że nie. Chodzi o pracowników.

- Na pewno za dużo od nich wymagasz. Już ja cię znam. Nigdy nie pamiętasz, że ludzie to nie maszyny.

- Do lenistwa już się przyzwyczaiłem. Ale teraz mam naprawdę problem. Musiałem wyrzucić dwóch ludzi dyscyplinarnie. Wcale nie za to, że się obijali w czasie pracy.

- Nie? A za co? Aż dyscyplinarnie?

- Wiesz przecież, że co prawda wymagam dużo od ludzi, ale o nich dbam, płacę lepiej niż inni, opiekę zdrowotną zapewniam, nie nadużywam nadgodzin…

- Już się nie chwal. Czemu ich wywaliłeś?

- Bo mnie okradli!

- Żartujesz.

- Nie, w zeszłym tygodniu po cichu sprzedali na lewo bardzo drogie komponenty.

- Zawiadomiłeś policję?

- Jeszcze nie.

- No to na co czekasz?

- Nie chcę ani im ani sobie niszczyć życia…

- Nie wiem, czy to dobre rozwiązanie.

- A najgorsze jest to, że zawiedli mnie ludzie, którym najbardziej ufałem. To naprawdę boli…

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS
Category: Codziennie  Tags:  Leave a Comment

Boję się

“Choć Agnieszka Szulim jest fanką motoryzacji, to za nic w świecie nie wsiądzie już ze swoim mężem Adamem Badziakiem na motocykl. Dziennikarka uważa, że Adam jeździ zbyt niebezpiecznie. Dlatego też przesiadła się na skuter” – doniosła niedawno jedna z bulwarówek, tytułując artykuł: “Szulim: Boję się jeździć z mężem”.

“Mam 25 lat i jestem jeszcze dziewicą. Jestem od kilku miesięcy z chłopakiem i nasze intymne relacje ograniczają się do pieszczot. Boję się wykonać krok dalej. Mam temperament, wyobraźnię, ale nie czuję się chyba gotowa na pełen stosunek płciowy, ale przecież mam już 25 lat. Może ze mną jest coś nie tak, może chłopak, z którym jestem, jest nieodpowiedni?” – wyznaje jakaś internautka, prosząc o radę sieciowego seksuologa.

“Boję się powiedzieć ‘tak’, Panie.
Dokąd mnie zaprowadzisz?
Boję się wyciągnąć los,
Boję się położyć swój podpis u dołu czystej kartki,
Boję się tego ‘tak’, które zażąda dalszych ‘tak’.” – napisał w jednym ze swych utworów Michel Quoist.

Strach, lęk, obawa. To takie ludzkie. Ktoś boi się wejść do ciemnego pokoju. Ktoś inny boi się wrócić do domu, w którym czekają na niego tylko awantury, złość, agresja. Jeszcze ktoś inny sparaliżowany jest lękiem przed konsekwencjami każdej swojej decyzji, więc nawet najdrobniejszą podejmuje miesiącami, a nawet latami.

Niektórzy rodzice, ale także specjaliści od niektórych technik walki, każą swoim podopiecznym skakać z zawiązanymi oczami z wysoka. “Skacz, ja cię na pewno złapię”. Taki skok nie jest prosty. Wymaga zaufania do tej drugiej osoby. Bezgranicznego zaufania. Zaufania, które jest pewnością. Zaufania, że tego kogoś tam na dole naprawdę interesuje mój los i kiedy rzucę się w dół, on tam będzie i zadba o moje bezpieczeństwo. Nie pójdzie sobie na kawę albo się zdrzemnąć.

“Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” – zbudzili śpiącego Jezusa Jego uczniowie, gdy w czasie burzy woda napełniała ich łódź. “Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” – usłyszeli w odpowiedzi. Ale najpierw wicher i jezioro usłyszały “Milcz, ucisz się”. A gdyby Go nie zbudzili?…

Odwaga nie jest brakiem strachu. Odwaga to umiejętność działania mimo strachu. “Odwaga to nie brak strachu, tylko świadomość, co w danym momencie jest od niego ważniejsze” – napisał ktoś w Internecie. “Zaufanie to odwaga, wierność to siła” – stwierdziła austriacka pisarka Marie von Ebner-Eschenbach.

Tchórze to ludzie małej wiary. Odważni po prostu wierzą. I tyle.

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Obiecać nic nie kosztuje

Wiele lat temu jedna z moich koleżanek zarzuciła mi, że hołduję zasadzie „Obiecać nic nie kosztuje” albo „Obiecać nie grzech”. Bardzo mnie to zabolało. Mnóstwo wysiłku włożyłem w przekonanie jej, że nie składam pochopnych obietnic. Przepraszałem ją wielokrotnie. Chyba jednak nie osiągnąłem sukcesu, ponieważ on od czasu do czasu, gdy się spotykamy, nadal mi to wyrzuca.

Przyznaję, zdarzyło mi się ją zawieść. Jeden, jedyny raz nie dotrzymałem złożonego przyrzeczenia. Fakt, w dość ważnej sprawie, ale dotrzymanie obietnicy, którą składałem w dobrej wierze, znalazło się poza moimi możliwościami. Ona jednak nie może mi zapomnieć zawodu, jaki jej sprawiłem i twierdzi, że nie powinienem składać obietnic bez pokrycia. I jest wobec mnie nieufna. Ma kobieta rację, ale mnie się wtedy naprawdę wydawało, że jestem w stanie wykonać to, co obiecywałem.

Żalę się tutaj na mój ciężki los i bolesne konsekwencje złożonej kiedyś pochopnie obietnicy nie bez powodu. Wykryłem bowiem jawną niesprawiedliwość na tym świecie. Okazuje się, że ja latami cierpię z powodu jednego niedotrzymanego przyrzeczenia, a istnieje całkiem spora grupa ludzi, którzy składają mnóstwo pustych obietnic, a nikt im tego tak naprawdę nie wypomina. I wcale nie mam tu na myśli mężów, którzy nie dotrzymują obietnic składanych ich wybrankom przed ślubem. Mam na myśli polityków i działaczy różnej maści i różnego szczebla.

Przeczytałem niedawno artykuł znanego specjalisty od wizerunku i marketingu, w tym również tak zwanego marketingu politycznego. Dowodził w nim czarno na białym, że politycy i rozmaici działacze kłamią, ponieważ ci, do których się zwracają, chcą być okłamywani. Czyli po prostu odpowiadają na społeczne zapotrzebowanie. Powiedzmy wprost:  na nasze zapotrzebowanie. Ten specjalista bez owijania w cokolwiek napisał, że chcemy być okłamywani. Że chcemy słyszeć obietnice rzeczy nierealnych. Że w głębi serca i rozumu dobrze wiemy, że gdy w czasie wiecu, konferencji prasowej albo w telewizyjnym wywiadzie ktoś obiecuje raj na ziemi, to po prostu cygani. Dlatego nie wpadamy we wściekłość, gdy polityk wysokiej rangi staje przed kamerami i pytany o obietnice sprzed miesiąca z miną niewiniątka oświadcza: „Przepraszam opinię publiczną za wcześniejsze zapowiedzi… Po zastanowieniu zmieniłem zdanie. Mogę (…) tylko opinię publiczną przeprosić, że może przedwcześnie tego typu deklarację złożyłem”. My tylko kiwamy ze zrozumieniem głową i grzecznie słuchamy kolejnych obietnic.

Czy ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego jednym pozwalamy składać obietnice bez pokrycia, a od innych oczekujemy szczegółowego i terminowego dotrzymania nawet najdrobniejszej obietnicy? To przecież nielogiczne.

Tekst wygłoszony na antenie Radia eM

Popularity: 5% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS

Nie bój… ludzi

Sobota 14. tygodnia zwykłego (Mt 10,24-33)

(Co prawda dzisiaj święto św. Benedykta, patrona Europy i w kościołach czytana jest Ewangelia z 19. rozdziału św. Mateusza, ale odważnie proponuję rozważanie na sobotę 14. tygodnia zwykłego ze względu na temat.)

Odwagi, nie bój się zobaczyć :-)

Do odważnych świat należy. Nie bój żaby, żaba nie bodzie. Czego się boisz, głupia. A jednak, to nie takie proste. Mówią, że dziś odwaga staniała, a rozwaga podrożała. Chyba nie. Wbrew pozorom, nadal mnóstwo ludzi się boi. Kogo? Przede wszystkim innych ludzi. Ich osądu. Ale niejeden boi się… siebie.

Strach paraliżuje. Unieruchamia. Zatrzymuje. Spycha do defensywy. Dlaczego dzisiaj wyznawcy Jezusa, chrześcijanie, katolicy, nie są awangardą świata? Dlaczego w wielu miejscach świata zajmują się w znacznie większym stopniu obroną dotychczasowych pozycji i “zdobyczy”, obroną “wiary i tradycji” niż przyciąganiem do Chrystusa nowych uczniów?

Młody polski ksiądz pracujący we Francji opowiadał, że sukcesem jest tam, gdy w wielkie święta na Mszy pojawi się 150, a nawet 200 osób. Bo normalnie w niedzielę to jest 25 wiernych. A na terenie parafii mieszka prawie czterdzieści tysięcy ludzi. Wszyscy słuchali jego opowieści ponuro kiwając głowami. “U nas też tak może być” – rzucił ktoś w przytłaczającej ciszy. “Młodzi nie chcą wierzyć, chodzić do kościoła”.

Nie chcą? Boją się! Pod informacjami o mniej lub bardziej bezsensownych poczynaniach niektórych księży wypisują w Internecie komentarze “Lepiej nie mieć z Kościołem nic wspólnego, wtedy nikt nie będzie utrudniał ci życia”. Boją się Kościoła. Boją się ludzi Kościoła. A ludzie Kościoła boją się ich. Skarżą się na negatywny wizerunek Kościoła w mediach. Wskazują czyhających zewsząd wrogów. Często wyimaginowanych. Zapominają, że na strachu nie da się niczego zbudować.

“Więc się ich nie bójcie… Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” – powiedział Jezus. A Jan Paweł II powtarzał od pierwszych chwil swego pontyfikatu: “Nie lękajcie się” (Non abbiate paura!!! – wołał). Nie ma się czego bać. “Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”. “A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię”.

Odwagi, nie bój się zobaczyć :-)

Popularity: 3% [?]

Podziel się na:
  • Wykop
  • Twitter
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Digg
  • Google Buzz
  • Śledzik
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogger.com
  • co-robie
  • Gwar
  • Forumowisko
  • Grono.net
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Wahacz
  • Yahoo! Bookmarks
  • Poleć
  • Reddit
  • Sfora
  • RSS